| To było tak: na jednym z występów było coś
nie w porządku z nagłośnieniem. Ewa Demarczyk odeszła od mikrofonu i
zaczęła śpiewać, sala była duża, ale jej głos, pełny, wyraźny,
docierał wszędzie. W czarnej prostej sukni, stała bez ruchu, a pomimo
to śpiewała całą sobą. Na widowni nikt się nie poruszał, nie mówiąc
o żuciu czegokolwiek, kiwaniu się albo przytupywaniu. Słuchacze chłonęli
jej śpiew. Ten obraz przypomina mi się, gdy widzę usiłowania wielu współczesnych
"piosenkarzy", starających się epatować słuchaczy nieudolną
gimnastyką na estradzie, już nie setkami kilogramów ale tonami
wzmacniaczy i innego sprzętu, laserowymi światłami, kłębami dymów,
obnażaniem różnych części ciała. Playback? To śmierć śpiewu i
cyniczne oszukiwanie słuchacza. Wtedy jesteś piosenkarką lub
piosenkarzem, jeżeli potrafisz wyjść przed publiczność i zaśpiewać
bez elektroniki i bez chodzenia po ścianach tak, aby zmusić do słuchania.
Jeżeli potrafisz poprowadzić melodię nawet bez akompaniamentu. Inaczej
jesteś tylko marnym histrionem, posiłkującym się protezami. No i
trzeba pamiętać, że słowa w piosence są po to, aby je słuchacz
rozumiał, nie aby tonęły w nazbyt głośnych dźwiękach instrumentów.
Płyt Ewa Demarczyk nagrała niewiele. Chciałbym pokazać tutaj dwie; druga z nich została wydana w (ówczesnym) Związku Radzieckim, co powodowało pomyłki - brano Ewę Demarczyk za piosenkarkę rosyjską. |
|
|
XL 0318 Muza Polskie Nagrania 1967 (vinyl LP disc Ø 30 cm) Ewa
Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego
|
||
|
|
Stereo 33 S
60-05139-40 Mełodija 1974 (vinyl LP disc Ø 30 cm) Ewa
Demarczyk (Pol'sza)
|
![]()