|
W najdawniejszych wierzeniach człowiek łączył bursztyn ze Słońcem.
Był przecież złocisty, łatwo rozgrzewał się, wydając żywiczny
zapach, potarty przyciągał kawałki suchej trawy. Bano się tej siły
przyciągania, uważając, że jest ona darem naprzyrodzonym.
Któż zaś bardziej od Słońca mógł być symbolem niezwykłości?
Popatrzcie zresztą na kawałek bursztynu w najbardziej nawet pochmurny
dzień, a przekonacie się, że robi się jaśniej od samego spojrzenia
na słonecznożółtą lub miodowociemną bryłkę w pierścionku lub medalionie.
Starożytni Grecy łączyli pochodzenie bursztynu z jedynakiem boga słońca -- Heliosa --
młodzieńcem o pięknym imieniu Faeton. Helios wyprowadzał każdego ranka swój rydwan
zaprzężony w ogniste rumaki i udawał się nim na przejażdżkę po niebie.
Syn pragnął chociaż raz przejechać się ojcowskim rydwanem. Ojciec bał się jednak, że młodzik
nie zdoła utrzymać w cuglach ognistych koni, wzruszony jednak prośbami
Faetona pozwolił mu wreszcie użyć swego zaprzęgu. Ale skoro tylko konie Heliosa
poczuły niedoświadczonego woźnicę -- poniosły. Rydwan złocisty pognał przez niebieską drogę,
roztrącając gwiazdy. Słońce spaliło wówczas na popiół ziemię
afrykańską, opalając na czarno jej mieszkańców. Nie zdążył
nieszczęsny młodzieniec narobić dalszych szkód, bowiem rozgniewany
ojciec bogów, Zeus,strącił zuchwalca piorunem na ziemię. Zginął piękny Faeton,
ale rozgniewany Zeus nie poprzestał na tym. Ponieważ siostry
Faetona opłakiwały brata złorzecząc bogom, zostały więc za karę zamienione
w topole. Ale dalej płakały z żalu za pięknym młodzieńcem, a ich
łzy spływały żywicą po pniach drzew i zastygając stawały się
bursztynem. Po latach morze wyrzuciło na brzeg zastygłe w bursztyn
siostrzane łzy...
Inni uważali bursztyn za syna Słońca. Przypisywano też złocistym
bryłkom posiadanie duszy. Podobno Egipcjanie używali bursztynu do balsamowania
zwłok faraonów.
Jak więc tu przedstawić "kamień posiadający duszę" w postaci żywicy kopalnej?
Co prawda owa żywica jest niezwykłej wprost urody i każdego
może ująć swym urokiem. Słowiański jantar bywa złocisty jak miód, ciemny -- prawie
czerwonawy, mętnobiały, niby mleczny; zdarza się rzadko w odcieniach niebieskim lub zielonym.
Czasami jest przejrzysty, czasami zaś drobne pęcherzyki powietrza utworzą w jego
bryłce perlisty szlak. Niekiedy w środku można zobaczyć muszkę,
kawałek listka czy igły z nie istniejących już dziś
przedhistorycznych drzew, a niekiedy nawet ryby. Bo bursztyn to
skamieniała żywica drzew, które rosły na ziemi 45, a może 40 milionów
lat temu. Żywica ta pochodziła głównie ze specjalnych gatunków
sosny, dawno wymarłych. Ale obok wymarłych gatunków sosen rosły w
owych latach daktylowe palmy o wachlarzowatych liściach,
drzewa oliwne i sandałowe, kamforowe i cynamonowe. Lasy te porastały
stały ląd, który miały zalać potem wody Bałtyku. Klimat panował
tropikalny, umożliwiał wegetację gatunków, które obecnie występują
wyłącznie w ciepłych krajach. Wspaniałe okazy tych drzew uległy
potem zagładzie w epoce lodowcowej.

Inkluzje
(np. owadów) w bursztynie "przynoszą powodzenie i wszelką pomyślność"
właścicielowi.
Uczeni interesowali się powstawaniem bursztynu. Nie rozstrzygnięto
jednak do końca przyczyny obfitego żywicowania bursztynowych drzew. Przypuszcza
się, że spowodowane ono było chorobami drzew. Odkryto natomiast
historię uwięzionych w okruchach bursztynu rybek i żyjątek morskich.
Otóż żywica z niektórych drzew, rosnących tuż nad brzegiem morza lub wręcz na mieliznach,
musiała tak szybko spływać w morskie fale, że porywała drobne rybki, algi,
promienice. Żywica musiała być płynna, bo ogromnie szybko zasklepiała
żywe organizmy znajdujące się w wodzie; niektóre koralowce
zamknięte w bryłkach bursztynu zachowały swe czułki w stanie rozwarcia, choć narządy te
kruszą się przy najlżejszym nawet dotknięciu. Bursztyn, który zastygł pod wodą różni
się bardziej zwięzłą budową od tego bursztynu, który twardniał na powietrzu.
Skład chemiczny bursztynu został dawno określony: "
złoto północy" składa się w 79% z węgla, w 10% z
tlenu, w 11% z wodoru, ponadto zawiera
niewielkie ilości siarki. Wzór chemiczny jest bardzo prosty: C10H16O.
Każdy wie, że potarty
o wełnę bursztyn przyciąga drobne kawałeczki
papieru, słomki. Ta właściwość bursztynu znana była już starożytnym,
Grecy nazywali tajemniczy kamień elektronem,
co oznacza "świeci się i błyszczy"; stąd też pochodzi
nazwa elektryczności, przyjęta powszechnie na całym świecie. Początki
nauki o elektryczności również są związane z jantarem, bowiem
uczony Grek, Tales z Miletu, na 640
lat przed naszą erą twierdził, że bursztyn ma duszę, opierając ten
sąd na prowadzonych obserwacjach przyciągania kawałków trawy przez potarty
bursztyn.
Rzymianie nazywali
złocisty kamień lyncurium,
czyli "mocz rysia", bo według ich legendy bursztyn miał
powstać ze skamieniałego moczu drapieżcy.
Egipcjanie nazywali bursztyn sokal. Arabska nazwa anbar
nawiązuje do innej zalety bursztynu -- do jego zapachu, bowiem silnie
potarty kamień wydziela zapach; podobnie, tylko znacznie silniej,
pachnie podczas spalania. Ambra oznacza substancję silnie pachnącą,
pochodzenia zwierzęcego (wydzielinę chorobową kaszalotów),
bardzo poszukiwaną do wyrobu perfum oraz lekarstw. Ponieważ zarówno
ambrę, jak i bursztyn znajdowano w morzu, Arabowie wierzyli, że obie
pochodzą z dna morza, a więc z roślin podmorskich,
stężałej piany lub odchodów wielkich ptaków, które żywią się
wonnymi ziołami. Ambra wydzielała ulubiony zapach ludzi Wschodu, zarówno
Chińczyków, jak Arabów. Niemcy nazwali bursztyn -- "płonącym
kamieniem", czyli brennender Stein,
stąd właśnie się wzięło słowo: bursztyn (Bernstein).
Po włosku bursztyn zwą ambra
galla, po szwedzku -- raf (od raffen --
chwytać). Persowie nazywali złoto północy karubą, co oznacza
ni mniej, ni więcej "rabuś sławny".
Podobno słowiańska
nazwa bursztynu -- jantar, pochodzi z nazwy fenickiej jain-itar,
co oznacza "morska żywica". Jantar towarzyszył
człowiekowi od bardzo dawna. Ozdoby bursztynowe odnajdywano w grobach
Myken, w wykopaliskach greckich i rzymskich. W polskich zbiorach
znajduje się zapinka żelazna ozdobiona
bursztynem, pochodząca sprzed 500 lat przed naszą erą, oraz naszyjniki
bursztynowe z I i IV wieku naszej ery.
Podczas wykopalisk w Biskupinie odnaleziono
warsztat przedhistorycznego bursztyniarza.
Nosiły więc ozdoby z jantaru nasze poprzedniczki, jak również -- a
wiadomo o tym doskonale -- ozdoby owe były cennym artykułem
eksportowym.

Już
w czasach prehistorycznych robiono z bursztynu ozdoby i talizmany.
Odnajdują je dziś archeologowie w wykopaliskach prowadzonych na
naszych ziemiach.
Kilka lat temu
odkryto w pobliżu Rzymu cmentarz sprzed 27 stuleci. Wśród grobów Latynów
był także grób kobiecy, w którym znaleziono resztki
rydwanu pogrzebowego, co pozwala przypuszczać, iż pochowana kobieta była
osobą wysokiego rodu. Wskazuje na to również biżuteria z pereł złota
i bursztynu złożona do grobu. Zwłoki pokrywała wspaniała szata
utkana ze srebrnych nici, przetykanych jantarowymi paciorkami.
Srebrzyste nici poczerniały, ale bursztyn
nie utracił swych ciemnomiodowych
pięknych barw.
Pliniusz Starszy
twierdził, że elektron to po prostu promieniste słońce. Rzymianki,
idąc za radą mędrców starożytnych, nosiły go wprost na ciele, bo
miał im zapewniać zdrowie. Nosiła zawieszki z bursztynu i złota najwierniejsza
z żon, czyli piękna Penelopa,
oczekująca w ojczystej Itace na swego Odyseusza.
Utrzymywała się wiara, iż bursztyn lub magnes noszony w pierścieniu
lub naszyjniku podobnie jak one przyciąga męża.
Starożytni
Grecy i Rzymianie lubili bursztyn, używali go do sporządzania leków
oraz do przyozdabiania biżuterii, składali na ofiarę bogom, służył
też do różnych czarów i magii. Lubili grać w kości kostkami z
bursztynu, jego odpadków używano do spalania jako kadzidła.
Gladiatorzy rzymscy wykonywali zeń talizmany z napisem "zwyciężę".
Sporządzano też z bursztynu leki i wytwarzano sztuczne piżmo --
ulubione od setek lat pachnidło. Równie lubiany był bursztyn wśród
starożytnych Egipcjan i Arabów. Ale bursztynu na wybrzeżach Grecji i
Półwyspu Apenińskiego było za mało. Ruszały więc karawany kupców
na daleką północ. Szlak karawan kupieckich nosi nazwę bursztynowej
drogi -- albo "jantarowej ścieży".
W starożytności
trzy były drogi po bursztyn, którymi
jeździli lub pływali najodważniejsi z odważnych. Pierwsza wiodła od
wybrzeży Adriatyku przez terytorium
dzisiejszych Węgier i Moraw wzdłuż Prosny
-- stąd też znany starożytnym gród Calisia
czyli Kalisz, dalej wzdłuż Wisły aż do Bałtyku. Druga droga wiodła
przez morze. W starożytnym Rzymie obrazowo przedstawiano ową morską
peregrynację odważnych kupców. Płynęli oni przez Morze Śródziemne
i Słupy Herkulesa, czyli Cieśninę
Gibraltarską, w kierunku Ultima Thule,
czyli końca świata. Tam -- nie dopływając jednak do "końca świata"
-- napotykali litom electra, czyli bursztynowy br
zeg.
Za Ultima Thule (ostatnią wyspę) starożytni uważali Islandię względnie
Norwegię, nie zdając sobie sprawy, że Norwegia jest stałym lądem.
Dziś powiedzielibyśmy po prostu, że drogą morską docierali
do Jutlandii, a stamtąd już lądem wędrowali
do brzegów Morza Bałtyckiego.
Zanim
jednak Rzymianie zaczęli wyprawiać się do Ultima Thule po jantar, już
kilkaset lat wcześniej robili to kupcy feniccy, którzy
na 1000 lat przed naszą erą docierali -- być może -- na Bałtyk,
do wybrzeży Jutlandii i Wysp Fryzyjskich. Istnieje nawet cała teoria,
że Fenicjanie posiadali własne faktorie przy ujściu Wisły w
okolicach dzisiejszej Gdyni, czy nawet Chełmna. I choć jest to mało
prawdopodobne (podobno w rzeczywistości nie docierali oni dalej na
północ niż do Brytanii), miło sobie
pomarzyć na temat okrętów fenickich
na wzburzonym Bałtyku.
Trzeci
wreszcie szlak bursztynowy używały miasta greckie, które wyprawiały
swych kupców drogą od Czarnego Morza w górę Dniepru, a stamtąd Dźwiną
lub Prypecią i Wisłą
na bałtycki brzeg. Wędrowali owymi szlakami Ligurowie
i Etruskowie, a dopiero na 300 lat przed naszą erą pojawili się na
tych prastarych drogach handlowych Rzymianie.
Chyba
rzadkość występowania bursztynu na Południu, jego piękny kolor i
zapach stały się przyczyną przypisywania mu wielu prawdziwych i zgoła
bajkowych zalet. Na jego urodę powoływano się w baśniach tysiąca i
jednej nocy. Oto bursztynowe parafrazy w opisie pięknego młodzieńca:
... Perła ambrą malowana -- oto jego
lico
Albo jabłko gagatową zdobione żywicą...
Aż po dzień dzisiejszy jest bursztyn w wielkiej
cenie na Wschodzie, a prawowierni muzułmanie chętnie używają różańców
ze słonecznej, pachnącej skamieliny, dziedzicząc tę skłonność po
Babilończykach i Asyryjczykach. Cenią bursztyn Chińczycy, Hindusi i
Birmańczycy, jednak w ich krajach nie jest on tak doskonały jak u nas,
na chłodnej Północy.
Dlatego też
możemy bez przesady nazwać bursztyn naszym polskim klejnotem. Do tej
pory jesteśmy pod urokiem połyskujących korali, tajemniczych pęcherzyków
powietrza w głębi jantarowych medalionów czy muszego nieszczęścia
sprzed tysięcy lat, zakrzepniętego w bursztynie.
Wyprawa po
bursztyn -- zarówno lądem jak i morzem -- była długa i
niebezpieczna, nie wszystkim było dane szczęśliwie wrócić do domu.
Ale żądza zdobycia złocistego elektronu silniej przemawiała do
wyobraźni podróżników niż realna ocena niebezpiecznej drogi przez
burzliwe morza lub przepastne puszcze. Cena bursztynu wynagradzała
ryzyko i trudy dalekiej drogi; podobno w owych zamierzchłych czasach
kształtowała się ona na poziomie złota; nawet prowadzono handel
wymienny, dając bursztynowe perełki za złote paciorki. Nazywano też
jantar "złotem Północy", a gorączka złota niejednokrotnie
w dziejach ludzkości pchała jego zdobywców przez trudy i niebezpieczeństwa.
Po szczęśliwym
powrocie do domu opowiadano prawdziwe i nieprawdziwe historie o ludach,
zamieszkujących pobrzeże Bałtyku oraz te ziemie, przez które wiódł
bursztynowy szlak. Do legend greckich miały niebawem dołączyć się
rzymskie jantarowe historie. Echa tych opowieści możemy odnaleźć w
dziełach historyków rzymskich, zapisujących relacje odważnych podróżników.
Opowiadano
więc o legendarnej rzece Erydanii -- być może była to Dźwina, u której
ujścia znajdowano bursztyn. Opowiadano o wyspie bursztynowej, nazywanej
Abela lub Orynia. Historycy przypuszczają, iż chodziło tu o Rugię
lub którąś z wysp duńskich. Pliniusz Starszy wspomina o wyspie
Ozerikta w Ziemi Bursztynowej. Jego zdaniem bursztyn miał pochodzić ze
smoły cedrowej.
Pozostały
nie tylko pisane relacje z dalekich wypraw po bursztyn, ale i materialne
ślady kupieckich karawan. W odkopanych cmentarzyskach słowiańskich, w
wykopaliskach starych osad ludzkich odnajdują archeologowie przedmioty
pochodzenia rzymskiego, pieniążki oraz biżuterię kobiecą "z
importu". O wielkich rozmiarach handlu bursztynem świadczy
odnalezienie we Wrocławiu (na Partynicach)
dużego składu z I wieku przed naszą erą, zawierającego około 1500
kilogramów jantaru!
Południowe wybrzeże Bałtyku słynęło już przed
dwoma tysiącami lat z bogactwa znalezisk bursztynowych. Bursztyn
znajdowano na znacznym obszarze od okolic Słupska po Kłajpedę. Bogate
zwłaszcza były wybrzeża Mierzei Wiślanej. Do tej pory każdy sztorm
przynosi okruchy bursztynów, którymi
cieszą się wycieczkowicze i wczasowicze, zwłaszcza w Krynicy
Morskiej. Rzadko można było znaleźć większe bryły jantaru, o wadze
kilku kilogramów. Największe nie przekraczały 10 kilogramów. Po każdym
sztormie morze wyrzuca na brzeg mniejsze lub większe kawałki
bursztynu. Dało to początek starej legendzie rybackiej o pochodzeniu złocistego
skarbu. Na dnie Bałtyku znajdował się jantarowy pałac
morskiej królewny Juraty. Piękna dziewczyna
zostawiała jednak swe drogocenne skarby oraz komnaty mieniące się
wszystkimi blaskami różnobarwnego bursztynu i wypływała na
powierzchnię wody, po to, by spotkać się ze swym ukochanym -- ubogim
młodym rybakiem. O miłości córki i rybaka nic nie wiedział potężny
król morza. Gdy odkrył przypadkiem tajemnicę dwojga młodych, zapałał
straszliwym gniewem, przewrócił łódkę rybaka, a piorunem strzaskał
bursztynowy pałac. Złociste cudo rozprysnęło się w tysiące okruchów,
zalegających dno morskie. Podczas sztormów morze wyrzuca złociste bryłki,
przypominając ludziom o gniewie morskiego władcy i miłości tamtych
dwojga.
Ale bursztynu wyrzuconego podczas sztormów było mało.
Trzeba więc umieć szukać "złota Północy". Jednym z najstarszych
sposobów było szperanie. Poławiacze jantaru wypływali na łódkach
na morze, trzymając w rękach długie tyki, opatrzone specjalnym
drutem. Tykami poruszali kamienie na dnie morskim. Bursztyn, uwolniony
od ciężaru przytrzymujących go kamieni,
wypływał na powierzchnię wody. Czerpano też jantar z morza za pomocą
specjalnych siatek, tzw. koszołków.
Obfite zbiory dawały takie połowy zwłaszcza w czasie sztormu, jednak
wielkie fale groziły wówczas śmiercią zbyt odważnym poławiaczom.
Mawiano, że to król morza broni swego skarbu.
Potem nauczono się szukać jantaru na brzegu morza w
tzw. niebieskiej ziemi, gdzie znajdowały się złoża tej cennej
skamieliny. Ziemia niebieska ma w istocie barwę zielonawoszarą
i jest wytworem płytkiego morza.
Aby dotrzeć do niebieskiej ziemi trzeba się przekopać przez warstwy
gleby, piasku, rudy darniowej. Napotykano też bursztyn w bagnach.
Archeologowie kopiąc w różnych zakątkach Polski
odnajdywali wyroby z bursztynu -- paciorki, pierścionki, przęśliki
bursztynowe i amulety w formie wisiorków i
figurek. Bursztyn był wszędzie, poczynając od Wolina, gdzie stał
podobno legendarny gród Wineta i Jomsborg
na Srebrnym Wzgórzu, po Wrocław, gdzie odkryto jantarowe
pierścienie na Ostrowie Tumskim.
Odnajdywano bursztyn we wczesnych osadach ludzkich i w pierścieniu
biskupim z XII wieku, odkrytym w grobie poznańskiej katedry. Pierścień
był z kutego złota, a owalny bursztyn, ujęty w cztery łapki, miał
szlif kaboszonowy.
Przez parę wieków Gdańsk
był ośrodkiem europejskiego bursztynnictwa.
Przenieśmy się więc w czasy średniowiecza. Oto wracają z połowu bursztynów
rybacy, nie cieszą ich jednak bogate zbiory... Piękny złocisty jantar
nie przynosił bogactwa swoim zbieraczom, bowiem według pradawnych praw
należał do panującego. On też z tego tytułu zabierał większą część
zbiorów. Przy Długim Moście cumowały zagraniczne statki, przywożąc
sól i sukno, które następnie Wisłą wieziono w głąb Polski.
Zabierano zboże i drewno. Miejscowa ludność handlowała z
przybyszami rybami i bursztynem. Rozwijające się miasto portowe nęciło
chciwych łupu wrogów: Brandenburczyków
i Krzyżaków. Nieoczekiwany cios nastąpił 14 listopada 1308 roku.
Krzyżacy opanowali miasto podstępem, a mszcząc się za poprzedni opór
gdańszczan wyrżnęli wielu jego
mieszkańców, paląc ich domy.
Los Gdańska miał stanowić odstraszający przykład
dla innych miast pomorskich, gdyby się chciały przeciwstawiać przyłączeniu
ich do państwa krzyżackiego. Mord dokonany na bezbronnych mieszkańcach
Gdańska -- zabito wówczas wiele kobiet, dzieci oraz starców chroniących
się w murach kościelnych -- zachowali w pamięci jego współcześni,
przekazując wiadomości o nim swym dzieciom i wnukom. Popłynęło wówczas
tyle ludzkiej krwi ulicami miasta, że zmieszała się z wodami
Raduni i Motławy. Do tej pory śpiewają
na Kaszubach:
A w Raduni krwawa woda,
Szkoda oćca, szkoda, szkoda...
Zbrodnia gdańska stała się jednym z punktów oskarżenia
przeciwko Krzyżakom, Nie przejmowali się jednak tym, kłamliwie
twierdząc, że mieszkańcy z własnej i nieprzymuszonej woli zburzyli własne
domy i odeszli, aby osiedlić się gdzie indziej. A oskarżano
wówczas Krzyżaków o mord 10 tysięcy ludzi. Wśród wymordowanych
mieszczan gdańskich wielu było zręcznych bursztynników. Wraz z włączeniem
Gdańska do państwa zakonnego nastąpił
upadek pięknej bursztynniczej
sztuki. Krzyżacy sprowadzili wprawdzie do opustoszałego miasta osadników
niemieckich, ale na wzór Rzeszy Niemieckiej surowo przestrzegali prawa
władców do bursztynu. Nikomu bez zezwolenia nie wolno
się było zajmować obróbką jantaru. Zabierany rybakom bursztyn wysyłano
morzem do Brugii i Lubeki, albo drogą
lądową przez Lwów do krajów Wschodu, gdzie miodowy kamień był w
wielkiej cenie. Odbieraniem bursztynu rybakom z Osieka
zajmowali się specjalni urzędnicy
krzyżaccy. Za przestępstwo ukrywania lub nielegalnej obróbki
bursztynu skazywano nawet na śmierć.
W Gdańsku przy ulicy Kramarskiej znajdowały się
wprawdzie warsztaty bursztynników, ale wyrabiali oni głównie różańce,
sprzedawane przez Krzyżaków. Najpiękniejsze okazy z najcenniejszych
bursztynów rycerze zakonni zawozili jako dary na królewskie dwory
Europy. Zachowały się notatki o różańcu z białego
bursztynu, posłanego przez rycerzy w białych
płaszczach królowej szwedzkiej.
Ceniono wówczas jednak nie tylko wyroby artystyczne
z bursztynu, ale również jantar w stanie surowym. Używano go zarówno
do magii, jak też sporządzania medykamentów, przypisując mu
tajemnicze właściwości lecznicze. Olejki przyrządzane z bursztynu
uznawano nawet za święte, a w każdym razie za jeden z najmocniejszych
środków, obok złota i kamfory. Miał być bursztyn skutecznym
lekiem przeciw jadom i morowemu powietrzu. Albert Wielki polecał go również
jako niezawodny środek próbujący cnotę dziewiczą: gdy panna
cnotę utraciła, a napije się odwaru bursztynowego, natychmiast z uryną
oddać go musi.
Również medycyna ludowa znajdowała dla jantaru
szerokie zastosowanie. Potartym o
sukno kawałkiem bursztynu
wydobywano pyłki z zaprószonego oka. Nalewką spirytusową na
bursztynie leczono choroby płuc. Tarty na miazgę bursztyn zażywano
jako tabakę od kataru. Płaskie krążki
lub obrączki bursztynowe dawano do
gryzienia ząbkującym, kapryszącym niemowlętom. Palono wreszcie okruchy
bursztynu i okadzano nim izbę, celem dezynfekcji. Noszony stale na szyi
bursztyn miał zapobiegać bólom głowy, a dzieci chronił od
konwulsji. Wierzono też, że bursztyn przynosi szczęście swym właścicielom,
szczególne zaś własności magiczne miały posiadać bryłki zawierające
inkluzje. Używano go do czarodziejskich praktyk, do "zamawiania"
chorób czy nieszczęść. Uwieszony z kulkami jałowca bywał palony
jako kadzidło w kościołach. Wcześnie nauczono się używać
rozpuszczonego bursztynu jako werniksu malarskiego. Mało więc
pozostawało surowca dla zręcznych bursztyniarzy
Gdańska.
Przemoc i złość
krzyżacka panowały nad pięknym starym grodem, rozłożonym nad Motławą
i Radunią. Nędza zaglądała w okna
kamieniczek pracowitych rzemieślników gdańskich. Prawa i bezprawia
zakonne gnębiły bursztynników.
Trzecia część wyrobów rzeźbiarzy jantaru, pobierana przez władze
miejskie jako podatek, wędrowała do prywatnej kieszeni komtura
gdańskiego.
W Polsce
nie pogodzono się łatwo z utratą Gdańska. Zbrodnia krzyżacka,
dokonana na spokojnych mieszkańcach miasta: szkutnikach,
sukiennikach, płatnerzach, piwowarach, rybakach i
bursztynnikach, odbiła się szerokim echem
nie tylko w naszym kraju. Bolał nad utratą Pomorza król Władysław
Łokietek, a Kazimierzowi Wielkiemu śpiewano, przypominając utracone
ziemie:
Dobry królu Kazimierze,
Z Krzyżakami nie żyj w mirze
Aż odzyszczesz
Gdańsk...
Okrucieństwa krzyżackie i wielkie ciężary
podatkowe nakładane na Gdańsk powodowały, że nawet przywiezieni
przez nich mieszczanie niemieccy szukali dróg wyzwolenia spod krzyżackiego
jarzma. Po zwycięstwie pod Grunwaldem, zdawało
się już gdańszczanom, że zabłysła
dla nich godzina wyzwolenia, ale wiele jeszcze wody upłynęło w Raduni
zanim doszło do powrotu Gdańska pod skrzydła Rzeczypospolitej. Gdy
Kazimierz Jagiellończyk wypowiedział wojnę Zakonowi -- ruszyli się
mieszczanie Gdańska. 4 lutego 1454 roku Rada Miejska nakazała oblężenie
zamku krzyżackiego w Gdańsku. Gdy w tydzień później komtur
poddał twierdzę, tłum rzucił się
na zamek i zburzył go, nie pozostawiając śladu z dumnej krzyżackiej
budowli. Tak wielka była nienawiść gdańszczan
do Krzyżaków. Rada zakazała się osiedlać na miejscu zburzonego
gniazda znienawidzonego wroga i aż do drugiej połowy XVII wieku przeklęte
miejsce było niezabudowane.
W Elblągu
złożyli rajcy gdańscy przysięgę wierności polskiemu królowi.
Kazimierz Jagiellończyk w trzy lata później
zawitał osobiście do Gdańska i tam, w dniu 3 maja 1457 roku, odebrał
hołd od całej ludności miasta. Za
wierność oraz usługi świadczone przez Gdańsk w trzynastoletniej
wojnie z Zakonem król obdarzył mieszczan licznymi przywilejami, ważnymi
dla dalszego rozwoju miasta. Wśród uzyskanych wówczas przywilejów
znalazło się zniesienie monopolu władcy na bursztyn.
W roku 1477 król
zezwolił na utworzenie cechu bursztynników w
Gdańsku, którzy odtąd mieli podlegać wyłącznej opiece Rady Miejskiej.
Z Królewca protestował przeciwko tym polskim nowościom wielki mistrz
krzyżacki, ale nikt się nie liczył z jego protestami. Warto
jednak wiedzieć, że monopol bursztynowy
utrzymał się na terenie Prus Książęcych aż do roku 1836, a w Królewcu
do roku 1826 istniał urząd specjalnego kata, wykonującego wyroki na
skazańcach, którzy pogwałcili "prawo bursztynowe".
Zaczęła
się epoka wielkiego rozkwitu sztuki rzeźbienia bursztynu. Początkowo
ograniczano się nadal do rzeźbienia paciorków różańcowych, ale wkrótce
nadeszły lata reformacji i w Europie zmniejszył się popyt na różańce.
Zaczęto robić piękne szkatułki, biżuterię,
łyżeczki, klatki na ptaki, puchary, lampki oliwne. Lubowano się w
skrzynkach, zdobionych płaskorzeźbami z bursztynu oraz modelami okrętów
gdańskich, wykonanych w bursztynie. Robiono też sekretarzyki
z bursztynu, oprawiano w jantar zwierciadła. Ceniono wówczas
bursztyn ciemny, zwany gagatkiem. Mikołaj
Rej pisał: ,,Najdzie drugiego z siwą
brodą tak szalonego jak i z gagatkową".
Od barwy owego rzadkiego bursztynu stworzono przymiotnik oznaczający
czarnolśniący. U gdańskich bursztynników zamawiano bogate rzeźbione
pudła i szkatuły na podarunki dla obecnych dworów. Korzystając z różnych
barw bursztynu układano na wiekach szkatuł prześliczne mozaiki.
Bogate mieszczki gdańskie, którym przeciwzbytkowe
prawa nie pozwalały nosić złota ani drogich kamieni, kontentowały
się bursztynem. W słonecznych paciorkach,
stroikach na głowę z trzęsidłami pięknie wyglądały urocze gdańszczanki.
Ciepłe barwy jantaru podnosiły urodę kobiecą. Mężczyźni nosili
bursztynowe guzy przy ubraniach albo zapinki z wprawionymi oczkami z
bursztynu. Ceniono szczególnie figurki czy kompozycje wykonane z jednej
bryły bursztynu. Drobne płaskorzeźby osadzano na błyszczącym tle i
przykrywano okienkiem z przezroczystego bursztynu, tworząc coś w
rodzaju kamei, które następnie wprawiano w większe przedmioty z
jantaru. Kamee bardzo lubił król
Zygmunt August, w jego zbiorach znalazły więc się również
bursztynowe płaskorzeźby z Gdańska.
Rada
Miejska pilnowała, by nie przekraczać stałej liczby cechowych majstrów
-- bursztynników. Ustalono, że nie powinno ich być więcej niż 40,
jednak przepisy te nie zawsze były przestrzegane.
Stosunki między
artystami rzeźbiącymi w bursztynie dalekie były od sielanki,
opisywanej przez Deotymę w jej
starodawnym romansiku o "panience z okienka" i "marynarzu
od puckiej floty". Czeladnicy narzekali,
że nie mogą uzyskać uprawnień mistrzowskich. Działali tzw.
partacze, nie należący do cechu -- wśród których zdarzali się
wybitni artyści. Dochodziło więc w Gdańsku do buntów pospólstwa
przeciwko patrycjuszom z Rady Miejskiej, do której należeli także mistrzowie
cechu bursztynników.

Nieznany siedemnastowieczny mistrz z
Gdańska pięknie zespolił blask złota i słoneczne ciepło jantaru w
czarce, która i dziś cieszy nas swą urodą.
Unknown 17th century amber craftsman from Gdansk nicely merged the shine
of gold and sunny warmth of amber in this jar, impressing us also today
with its beauty.
A bursztyn stawał
się w świecie coraz bardziej modny, zwłaszcza w epoce baroku, kiedy to
ceniono rzadkie twory przyrody. Rzeźbieniem w bursztynie zajmował się
także zamiłowany złotnik-amator, Zygmunt III Waza. W roku 1622 polski
poseł w Turcji, książę Krzysztof Zbaraski, złożył w darze sułtanowi
skrzynię z bursztynu wykonaną przez gdańskich rzemieślników; pokrywające
ją płaskorzeźby przedstawiały morskie boginki. Z tej samej okazji
dworscy dostojnicy dostali zwierciadła w jantarowych oprawach,
naczyńka na wschodnie wonności, a dla
zabawy pań w Seraju ofiarowano szachy z bursztynu. W zagranicznych
muzeach przechowuje się dotąd czary bursztynowe z portretami króla Władysława
IV. Car Aleksy w Moskwie w 1667 roku otrzymał szkatułę bursztynową, a
przy niej bursztynowe lichtarze. W tym samym roku również Hieronim Radziejowski
powiózł do Turcji dar z bursztynu. Jan III Sobieski w prezencie
od gdańszczan otrzymał koronę wyrzeźbioną
z jednej bryły bursztynu. Podobno ową koronę wykonał Krzysztof Maucher, nie
należący do cechu i zwalczany przez władze cechowe jako szkodnik,
bezpodstawnie uważający się za mistrza, jakiego nie zna Europa. Również
i wtedy uważano bursztyn za cenny medykament, zwłaszcza jego czarną
odmianę, czyli gagatek, który "jest kamień czarny i światły, a
kiedy będzie zapalon, pomaga naprzeciw niemocy św. Walentego, diabły
odpędza, abo, jeśliby przez usta człowiecze mówili, tedy dym gagatkowy
nie da im mówić; żołądek wspomaga, gdy pokarmu przyjąć nie chce.
Woda, w której by trzy dni moknął, czyni lekkie porodzenie [...] Ten
kamień diabelstwu i czarom się przeciwi, węże odgania, przeto i orzeł
ten kamień kładzie w gniazdo swoje dla wężów, a wszakoż Sorgius
powiada, iż to czyni orzeł, aby dzieci chłodził".
Moce tajemne
czarnego bursztynu nie dawały więc spokoju naszym siedemnastowiecznym
autorom zielników, czyli herbarzy.
Głównie
jednak ceniono jantar dla jego urody, wspaniale wydobywanej przez talent
gdańskich bursztyniarzy. Również obcy władcy kupowali w Gdańsku
prezenty z bursztynu dla głów koronowanych z innych państw. W roku 1688
elektor brandenburski Fryderyk III posłał carom rosyjskim, Piotrowi i
Janowi, przedmioty z bursztynu wykonane przez gdańszczanina Michała
Redlicha.
Ale
najsłynniejszym dziełem gdańskich bursztynników stała się "bursztynowa
komnata" [The Amber Room]. Król Fryderyk Wilhelm I kazał cały
jeden pokój w pałacu Mon Bijou wyłożyć płaskorzeźbami z bursztynu.
Dzieło rozpoczął rzemieślnik niemiecki, ale następnie pracowali nadal
nad nim także gdańszczanie -- Goffin Tousseau i Ernest Schacht. W roku
1709 nie dokończone wykładziny bursztynowe przewieziono do Berlina i tam
zmontowano w przytulnym pałacowym pomieszczeniu.
Margrabina
von Bayreuth Fryderyka Zofia Wilhelmina -- córka króla Prus Fryderyka I
i siostra Fryderyka Wielkiego, zostawiła pamiętniki, w których opisywała
swe smutne dzieciństwo i wczesną młodość w rodzinnym domu. Gdy była
małą dziewczynką w 1717 roku przyjechał do Berlina Piotr Wielki wraz z
całym swym dworem. Przy tej okazji pokazano mu wszystko, co tylko godne
było widzenia w stolicy Prus. Na widok gabinetu wykonanego całkowicie w
bursztynie car popadł w zachwyt i zażądał natychmiast bursztynowego
prezentu. Margrabina zanotowała w swych pamiętnikach: "Gabinet ten
był jedyny w swoim rodzaju i kosztował Fryderyka I ogromne sumy.
Przypadł mu smutny los: wywieziono go do Petersburga ku wielkiemu żalowi
wszystkich". Ale car wkrótce zapomniał o prezencie i bursztynowa
komnata przeleżała zapakowana w 18 skrzyniach dosyć długo. W roku 1755
przypomniała sobie o podarunku caryca Elżbieta -- ale nie znaleziono
dla niego od razu właściwego pomieszczenia. Najpierw stanowił
dekorację ścian sali w Zimowym Pałacu, stamtąd przeniesiono go
następnie do Carskiego Sioła. Na "bursztynową komnatę"
składało się wiele elementów -- kartusze, ramy obrazów, medaliony,
herby, płaskorzeźby przedstawiające sceny biblijne, wreszcie posągi
bogiń rzymskich Minerwy i Pomony. Dekoracja bursztynowa była wspaniałym
dziełem sztuki. Przy montowaniu komnaty na stałe okazało się, że
trzeba dorabiać brakujące detale. Powierzchnia pomieszczenia nie była
zresztą wcale mała, bo wynosiła aż 55 m2.
Po ośmiu latach pracy w 1763 roku bursztynowa komnata była wreszcie
gotowa.
Powróćmy
jednak do Gdańska. Gdy w roku 1793 Prusy przystąpiły do wykonania
postanowień traktatu II rozbioru Polski, zawartego z Rosją, na mocy którego
Gdańsk miał przypaść właśnie Prusom, na ulice wyległy tłumy
żądające podjęcia walki. Gdy w Wielki Czwartek 28 marca żołnierze
pruscy zaczęli się zbliżać do miasta ludność rzuciła się na nich,
zmuszając do cofnięcia. Prusacy rozpoczęli więc artyleryjski ostrzał
miasta z Góry Biskupiej i Rada otworzyła bramy miasta. Dopiero jednak 4
kwietnia wojsko pruskie wkroczyło do Gdańska. Na znak żałoby z powodu
rozstania z Rzecząpospolitą rajcy miasta postanowili nie nosić złotych
ozdób przy swych czarnych strojach. Gdańszczanie mieli naprawdę czego
żałować. Miasto oderwane przemocą od Polski straciło swą
świetność, upadały handel i rzemiosło związane z ziemiami
Rzeczypospolitej. Pozbawione magnackiej wybrednej klienteli, szybko
chyliło się do upadku gdańskie bursztyniarstwo. Zamiast cennych dzieł
sztuki wytwarzano tanie, seryjnie produkowane pamiątki, które kupowali
czułostkowi Niemcy.
Nie tylko
jednak brzegi Bałtyku obfitowały w bursztyn. Obok złocistych
nadmorskich jantarów, rzeźbionych przez starych gdańskich mistrzów,
noszono także kurpiowskie bursztyny. "Nad
błękitną moją Narwią najpiękniej się łąki barwią" --
pisał poeta. Piękny jest kraj walecznych i pracowitych Kurpiów, miłujących wolność. Bogactwem
ziemi
kurpiowskiej są lasy, urodą rzeki o piaszczystym dnie i czystej wodzie.
Od najdawniejszych czasów na złocistych piaskach i w głębinach rzek
Pisy, Szkny, Rozogi, Omulca i Orzycy znajdowano bursztyny. W
pierwszej połowie XVI wieku odkryto jednak
przypadkowo bursztyn kopalny. Słoneczne bryłki wyorywano
z ziemi przy robotach polnych, natrafiano na nie przypadkowo przy kopaniu
studni. Poszukiwania prowadzono też kopiąc kilkumetrowe miniaturowe
sztolnie. Zbyt bursztyn miał zawsze duży, nikt tu nie ograniczał jego poszukiwań.
Jantar był traktowany przez mieszkańców Puszczy Myszy-nieckiej
jako ozdoba, lekarstwo i talizman, odwracający nieszczęścia. Mężczyźni
tutejsi znani byli w całej Polsce ze swych talentów strzeleckich
i bartniczych, a Kurpianki słynęły z urody
i pięknych 'strojów. Nieodłączną
częścią kobiecego stroju były jantarowe
paciorki, odbijające się złocistym lub czerwonawym kolorem od bielusieńkiej
lnianej koszuli. Każda dziewczyna chciała mieć bursztynowe korale, a
największy, środkowy paciorek musiał zawierać inkluzję -- jakąś małą
muszkę, mrówkę czy nawet kawałek listka, zatopionego w stwardniałej
żywicy. Taki koralik traktowany był jak amulet, przynoszący szczęście
i powodzenie swej właścicielce. Każdy
chłopak puszczański chciał ofiarować swej dziewczynie bursztynowe
serduszko, by mogła je nosić na błękitnej wstążeczce. Z gruzu
bursztynowego, spalanego w kadzielnicach wydobywał się słodki, pachnący
dym. Podobno od spalonych okruchów jantaru wywodzi
się nazwa kurpiowskiej wsi -- Kadzidła.
Bursztyn towarzyszył w kurpiowskich wsiach wszystkim
troskom i radościom powszednich dni.
Stosowano go jako lekarstwo w chorobach, kółeczka dawano gryźć krzyczącym
niemowlętom; a gdy ktoś umierał -- mówiono o nim, że "poseł
bursztyn kopać", czyniąc aluzję do faktu, że pochowano
nieboszczyka w ziemi, skąd wydobywano jantar. Kopano bursztyn
indywidualnie lub tworząc specjalne spółki, zwane dawniej "osmanami".
Bursztyn pełnił na ziemi kurpiowskiej rolę pieniądza -- można było
za bryłki jantaru kupić naftę, sól czy świece. Składano też
bursztyn na tacę w kościele -- zamiast monety. Jako obiegowy pieniądz
traktowano go jeszcze w czasach I wojny światowej.
W XVII wieku zaczęto bursztyn znajdować nad brzegami
Wisły, zwłaszcza, gdy wraz z intensyfikacją gospodarki na prawym brzegu Wisły zaczęto kopać
rowy odwadniające, studnie, zakładać fundamenty czy prostować drogi.
Znajdowano wówczas, podobnie jak przy oraniu ziemi, przypadkowe bryłki
bursztynu. Zdarzało się też, że podczas pożaru lasu, gdy ogień
doszedł do ziemi zarośniętej wrzosem, rozchodził się balsamiczny
zapach, podobny do bursztynowego.
Wydobyte bryłki jantaru natychmiast kupowali kupcy żydowscy,
co skłaniało włościan do podejmowania dalszych poszukiwań.W 1796 roku niejaki pan de Voza,
chcąc się finansowo wydżwignąć z majątkowych niepowodzeń, rozpoczął
próbne kopanie bursztynu we wschodniej części Płockiego. Prusacy zawsze
byli łapczywi na bursztyn, a kopać trzeba było niezbyt głęboko, bo od
pół do paru łokci głębokości. Znajdowano bursztyn po lasach i polach
wsi prywatnych Zabiele, Maminie,
Wyszki Średnickie oraz przy kopaniu wałów
koło Modlina. W 1809 roku uruchomiono
też kopalnię w Ostrołęce.
W Augustowskiem wydobywano
obficie bursztyn w leśnictwie Nowogród, Rajgród, Wizna
i leśnictwie Pilwiszki pod Mariampolem.
Znajdowano także jantar pod Kaliszem i na Mazowszu w leśnictwie Bowilno
po brzegach jeż. Bielskiego. Szczególnie
suche lata sprzyjały bursztyniarzom
-- szukali bowiem głównie w miejscach nisko położonych -- jak łąki
i bagna. W leśnictwie ostrołęckim znajdowało się bagno Karaska,
które obfitowało w bursztyn. W latach trzydziestych ubiegłego wieku
zastanawiano się nawet nad osuszeniem owego bagna.
W Warszawie około roku 1800 zajął się obróbką
bursztynu Baraniecki, który
poprzednio zostawał przy dworze posła polskiego w Stambule, gdzie
napatrzył się u Turków na ich prace przy obróbce bursztynu. Polski bursztyn był prawdziwym skarbem dla krajów Lewantu.
Kiedy w 1818 roku wykopano w Zabielu Wielkim
sztukę ważącą 5 funtów, która miał kształt bułki chleba i kolor
kapuściany -- nabywcy na miejscu zapłacili 100 dukatów. Gdańscy kupcy
dali za ów bursztyn 900 talarów, a znawcy utrzymywali, że w
Konstantynopolu dano by za taką sztukę 2000 talarów. Turcy bardzo
lubili ustniki bursztynowe do swoich fajek, a najbardziej
majętni posiadali wówczas w swych fajczarniach do 100 faj
osadzonych w bursztynie, o wartości od 100 do 200 dukatów za sztukę. Sympatie
tureckie związane były z mocną wiarą, że bursztyny bronią od zarazy,
a szczególnie od morowego powietrza. W Persji, Japonii i Chinach nie
wyobrażano sobie uczt lub wielkich uroczystości bez palenia bursztynu, a
świetność ceremonii mierzono ilością spalonego jantaru.
Romantyzm kochał
bursztyny, zwłaszcza te, które miały w swym wnętrzu muszki lub
chmurki. Ówczesną modą wróżono sobie z owych chmurek, a każdy mógł
zobaczyć w takim osobliwym bursztynie to, co w swej fantazji wymarzył.
Oto opis dziewiętnastowiecznych bursztynowych widziadeł: "Chmury w
bursztynie rozchodzące się a formujące różne postacie, dały powód
do podziwiania autorom dawnym, którzy do nich jakieś symbole przywiązywali,
i tak Hartman wspomina, że widział w
bursztynie obraz dziecięcia wspak w objęciu człowieka leżącego, co
miało oznaczać Jezusa na łonie Symeona,
inni grosz polski naturalnej wielkości widzieli. Gdańszczanie
spostrzegli w bursztynie wizerunek śmierci z kosą, tudzież człowieka z
wyciągniętymi rękami, upadającego na kolana, jak nie mniej widziano w
nim postaci głosek arabskich, łacińskich, tudzież mappy,
zamki, góry ogniem wybuchające itp."
Bywał więc
bursztyn cennym podarunkiem, zwłaszcza dla rozdzielonych kochanków. Oto,
co posyłał Zygmunt Krasiński swej umiłowanej Delfinie z Warszawy, 28
września 1845 roku:
Z rzeczy krajowych złożon
upominek
Trzewiki-bulion-kaszę-bursztyn-kminek-
Bursztyn i kminek w skórzanej szkatułce
O jednej wewnątrz dzielącej ją półce...
Główne jednak zastosowanie znajdował bursztyn w jubilerstwie
(od najstarszych czasów jantar oprawiano wyłącznie
w srebro) oraz w rzemiośle zdobniczym. Potrzebowano więc dużo surowca.
W XIX wieku kopano bursztyn wokół Ostrołęki, Przasnysza, Pułtuska,
pod Płockiem, a nawet w okolicach Krakowa. Bursztyn wydobywany z ziemi
miał na swej powierzchni skórkę chropowatą, zwaną koszulką.
Kopalny
bursztyn dzielono wówczas na następujące gatunki:
blankier -- bez koszulki, barwy żółtej
i białej, silnie świecący;
cacko -- przezroczysty, znajdowany w małych kawałkach;
femec -- czysty, kruchy -- o barwie
czerwonawej i żółtej, mający
powierzchnię spękaną, używany do pokostów, lakierów i kadzideł;
czarny -- "dla rzadkości swojej najdroższy, podobny do czarnego
rogu, znajduje się tylko w małych kawałkach";
kapuściany -- o barwie świeżej kapusty;
knoch -- biały, nieprzezroczysty,
twardy, z koszulką mocno chropowatą koloru ciemnopopielatego;
perłowy -- gęsty, mocny, najlepszy
ze wszystkich gatunków;
płomyk -- koloru podobnego do ognia;
sluks -- rzadki, twardy,
przezroczysty, żółtawy; używany do wyrobu korali i ustników do
cygarniczek;
szum -- żółtawy, w małych płaskich kawałkach,
najkruchszy ze wszystkich gatunków;
żółty -- wielkości rozmaitej, gęsty,
zdatny do wszystkich wyrobów bursztynowych.
W XIX wieku
wprowadzono do obróbki bursztynu tokarki. Tylko Kurpie nadal obrabiali
bursztyn ręcznie, wyczarowując w swych prostych małych warsztacikach
piękne jantarowe cacka. Wzbudziły
one prawdziwą sensację na wystawie paryskiej
w roku 1878, gdzie drobiazgi te zostały wprost rozchwytane
przez wybredną publiczność ówczesnej "stolicy świata". Poza
biżuterią oraz wyrobem szkatułek, ustników do fajek i różnych innych
przedmiotów, złomu bursztynowego używano do fabrykacji lakierów oraz
leków. W zastosowaniach leczniczych bursztynu znajdujemy wiele pozostałości
przesądów średniowiecznych. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku
uznawano bursztyn za znakomity lek na reumatyzm, spazmy, gorączki, słabości
kobiet itp. Lekarz angielski Benet
kadzenie bursztynem uznawał za jedyny środek przeciw suchotom. Przy
cierpieniach reumatycznych stosowano rozcieranie flanelą,
którą uprzednio nakadzano
bursztynem. Specjaliści zalecali:
"Tynktura
bursztynowa otrzymana z bursztynu i wyskoku spirytusowego działa przeciwspazmatycznie;
szczególne także skutki wywiera na skórę i dlatego w cierpieniach tego
organu, jako też w cierpieniach hysterycznych
jest używana: doza 8--15 kropli. Olej bursztynowy działa na system
nerwowy, przyspiesza krążenie krwi i uśmierza spazmy, nie tylko skóry
ale i płuc: używa się także w cierpieniach hysterycznych, przeciw soliterom,
czasem w wielkiej chorobie (epilepsja) i podług
Ruscha w kałonotości szyi
(tetemus). Niektórzy polecają go w owrzodzeniach
płuc i nerek. Doktor Freyer radzi go
z ostrożnością zażywać, aby zapalenia tych organów nie zrządzić".
Jako środka do trzeźwienia mdlejących dam używano mikstury
zwanej Aqua Luciae. Była to
mieszanina olejku bursztynowego ze spirytusem i amoniakiem; wyszła z użycia
dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Istniała jeszcze jedna lecznicza
bursztynowa substancja, wydzielająca silny zapach piżma -- Tinctura
moschi artificielis. Był to roztwór
spirytusowy kwasu azotowego i olejku bursztynowego.
Bursztynowy olejek
był produktem suchej destylacji bursztynu. Nosił dumną nazwę łacińską
Oleum succini aethereum rectificatum.
Hm, a nam się
już zdawało, że wiek XIX znalazł prawdziwe panaceum na większość
chorób. A cóż my, w naszym wieku XX? Mamy wprawdzie maść bursztynową
i kredki bursztynowe do warg, ale w
medycynie jantaru używa się raczej nieczęsto... Wprawdzie i dziś niektórzy
noszą bursztyny (koniecznie nieoszlifowane)
jako środek przeciw nadczynności
tarczycy, a inni radzą je nosić, by rozładowywały ładunki
elektryczne, które zagrażają nam w świecie współczesnej cywilizacji
i sztucznych tworzyw, ale brak jest zaleceń w tej mierze oficjalnej
medycyny.
Ponieważ bursztyn
był wciąż poszukiwany przez miłośników jego barwy, jak też
tajemniczych właściwości, zaczęto więc podrabiać prawdziwe jantary.
Chemicy niemieccy opracowali technologię wytwarzania sztucznego bursztynu
z kazeiny, twarogu krowiego, kwasu karbolowego i kwasu mrówkowego.
Bursztyn taki miał przepiękny wygląd
i barwę, ale szybko zmieniał ją na czerwoną. Aby imitację odróżnić
od bursztynu fachowcy radzili, by potrzeć ją o materiał -- wówczas
wydzielał się silny odór karbolu. Gdy nie można było trzeć wyrobu,
proponowano zanurzenie go w wodzie z
dodatkiem 27% soli; imitacje tonęły, natomiast prawdziwy bursztyn wypływał
na wierzch. Pouczano również jak odróżniać od naturalnego bursztyn
prasowany (w temperaturze 180°C można było spoić pod prasą okruchy
bursztynu w jeden kawałek), który miał martwe i szybko ulegające
zmianie barwy, a przy potarciu wydzielał woń kamfory.
Niemcy
kochali się w bursztynach, ale jak to często bywało z niemieckimi
pasjami -- przynosiły one krzywdę innym. Rzemiosło
bursztyniarskie na Kurpiach zostało doszczętnie
zniszczone w okresie I wojny światowej. Kiedy na ziemie te weszli Niemcy,
gwałtownie poszukiwali bursztynu. Kazali płacić sobie podatki i kary
bryłkami bursztynu, przemocą zabierali jantarowe paciorki
Kurpiankom. Nakładali sekwestr
na cały kopany i zbierany bursztyn. Najpiękniejsze okazy sztuki bursztyniarskiej
i bryły jantaru zabrali do muzeum w Królewcu, z którego byli
niezwykle dumni.
W latach międzywojennych
jubilerzy rozróżniali następujące gatunki bursztynu.
Przejrzysty, czyli tzw. klar, miał wysoką
cenę u specjalistów. Gdy jeszcze jako żywica stopniowo twardniał na
powietrzu i tworzyły się sople -- wówczas nazywano go łuskanym. Gdy
do stygnącej żywicy przedostały się szczątki komórek roślinnych --
bursztyn robił się mętny i otrzymywał miano bastarda. Zmętnienie
wewnątrz bryłki w postaci mgły, nadawało mu nazwę mglistej "doudy".
Bursztyn mleczny był zabarwiony na biało. Czysty, z drobniutkimi igiełkami
w środku przypominającymi lód, zwano lodowatym. Mistrzowie
bursztyniarscy z Królewca podobno rozróżniali
aż 250 gatunków jantaru.
W okresie międzywojennym
Ministerstwo Przemysłu i Handlu wydzierżawiło prawa skarbu państwa do
bursztynu jedynej polskiej Fabryce Wyrobów Bursztynowych i Obróbki
Muszli w Gdyni, należącej do Piotra Trześniaka. Właściciel owej wytwórni
uzyskał więc wyłączne prawo zbierania i skupowania bursztynu,
wyrzucanego w surowym stanie przez Bałtyk.
Tymczasem
jednak polskie wybrzeże zarzucane było przez gdańskie wytwórnie wyrobami
z bursztynu. Bursztyn ten gdańszczanom
sprzedawała Staatliche Bernstein Manufactur
z Królewca. Kiedy z początkiem 1932 roku zaostrzyły się stosunki między
Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem -- na liście towarów objętych
przez nasze państwo podwyższonym cłem znalazły się wyroby jubilerskie
oraz biżuteria i drobiazgi z bursztynu.
W latach II
wojny światowej rabusie hitlerowscy polowali na piękne bursztynowe pamiątki
ze zbiorów polskich, zabierali też jantarowe paciorki polskim dziewczętom.
Ale najbardziej obłowili się
bursztynowym skarbem na radzieckiej ziemi -- tam bowiem ukradli
bursztynową komnatę. Zagadka jej zniknięcia pasjonuje do dziś zarówno
uczonych, jak i poszukiwaczy przygód,
miłośników sztuki i dziennikarzy. Bursztynową komnatę wywieźli
hitlerowcy z Puszkino (dawniej Carskie Siodło)
w okresie oblężenia Leningradu. Ślady
zrabowanego skarbu prowadzą do Królewca, bowiem jednym z inspiratorów
grabieży był sam nadprezydent Prus Wschodnich Erich
Koch. Grabieżą kierowali historycy sztuki. Doktor Rhode,
słynny znawca bursztynu, w 1943 roku zmontował
w królewieckim zamku bursztynową
komnatę -- oglądali ją wówczas jedynie wybrani.
Po serii
nalotów na Królewiec zapakowano skarb do skrzyń i podobno wywieziono go
do Saksonii, skąd jednak powrócił znowu do Królewca. Skrzynie z
bursztynem miały się znajdować w podziemiach królewskiego zamku jeszcze
w przeddzień kapitulacji miasta. Poszukiwania bursztynowej komnaty
rozpoczęto zaraz po wojnie. W grudniu 1945 roku został zasztyletowany
wraz ze swą żoną doktor Rhode -- była to kara za pomoc udzieloną
przez niego władzom radzieckim przy szukaniu dzieł sztuki pochodzących
z ZSRR.
Wersje
ukrycia bursztynowej komnaty są rozmaite. Jedni twierdzą, że skrzynie
leżą na dnie morza w storpedowanym statku, inni -- że zatopiono je w
piwnicach głównej kwatery Hitlera koło Kętrzyna. Szukano jej w
podziemiach zamków saskich i mazurskich, kopano w Królewcu (obecnie Kaliningradzie),
w miejscu, gdzie ongiś miał się znajdować zbombardowany dom, w którym
rzekomo ukryto skrzynie. Jak dotąd nie odnaleziono skarbu.
W Polsce pod koniec lat sześćdziesiątych
odkryto zupełnym przypadkiem spore złoża bursztynu. Oto okazało się,
że na polach irygacyjnych między Wisłoujściem a Stogami
istnieje prawdziwe bursztynowe Eldorado. Posiadanie
motopompy oraz iście złodziejskiej odwagi -- jako że poszukiwania były
nielegalne -- stanowiły pierwszy warunek łatwego wzbogacenia się. Żyły
bursztynowe przebiegały pod ziemią na głębokości 8--12 m. Wąż
gumowy o odpowiednim zakończeniu kierował strumień
wody pod ziemią w poszukiwaniu bursztynowego "gniazda".
Wydrążone wodą otwory były następnie penetrowane przy pomocy
metalowego pręta. Gdy pręt natrafiał na bursztyn -- zakładano wokół
otworu siatki, naciągnięte na obręcze. Strumień wody wypłukiwał
oderwane od żyły okazy. Bryłki jantaru, zależnie od wielkości, nosiły
nazwę sieczki, koralówki, hawajki lub pyców.
Szaleństwo
poszukiwania bursztynów wymykało się wszelkim przepisom.
Państwowe przedsiębiorstwo nie nadążało z tempem poszukiwań --
niebawem na tych terenach miał powstać Port Północny. Części
poszukiwaczy wydano licencje, ale i tak znakomita większość wypłukiwała
bursztyn "na dziko". Przy okazji niszczono urządzenia
miejskiego kolektora. Przy wydobywaniu bursztynu działały zarówno całe
"gangi", jak i amatorzy, kontentujący się okruchami, które
spadały z "pańskiego stołu" właścicieli motopomp. Prasa biła
na alarm, zamieszczając reportaże o niespokojnych nocach poszukiwaczy,
taplających się w błocie. Jedni twierdzili, że należy energiczniej
stosować środki administracyjne, inni zaś -- że trzeba wydobyć --
obojętnie jakimi środkami -- cały bursztyn, bowiem inaczej grozi mu
zabetonowanie na wieki w urządzeniach portowych. Dyskusje trwały, a na
rynku pojawiały się masowo brzydkie wyroby domorosłych bursztyniarzy.
Ludzie, którym
drogie są tradycje polskiego bursztynnictwa, z troską patrzą, jak za
grosze eksportujemy prymitywne wyroby z jantaru. Dopiero zachodni
mistrzowie nadają naszym wyrobom szlif i urodę, oraz sprzedają je po
wielokrotnie wyższej cenie. Szkoda "złota Północy" na taki
handel, zwłaszcza że są przecież w Polsce prawdziwi artyści
zapomnianej sztuki obróbki bursztynu. Oni właśnie powinni wybierać
pierwsi bursztynowy surowiec, a partacze niech wykorzystują odpadki.
W pochmurny
dzień jesienny czy zimowy popatrz do wnętrza wisioru z bursztynu -- nie
po to, byś wróżył z jego chmur, ale po to, by swą barwą przywiódł
ci na myśl słoneczny dzień nadmorski, piasek bałtycki i zapach
rozgrzanych igieł sosnowych. Niech bursztynowe słońce rozjaśni ci ów
dzień pochmurny wspomnieniem i zapowiedzią nowego lata.
|