HOME
Bożena Krzywobłocka, Róża Krzywobłocka
MAGIA KLEJNOTÓW
[Magic of gems]

BACK

 

Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Warszawa 1976
280 str.

O bursztynie / On amber:

Złoto Północy / Gold of the North
[str./p. 201-224]

...I nie raz-em się rozświecił, 
Jak czystego kruch bursztynu, 
Gdym od ludu coś zachwycił...
                                     Teofil Lenartowicz

...Pieni się morze mętem bursztynowym...  
                                                   Aleksander Błok

 

 

Miała Inez bursztyny
do jedynej mantyli
i najtańsze buciki
z klamerkami ze srebra --
a kto widział raz Inez
na ulicy w Sewilli
dałby głowę, że strojów jej nie brak
                            Edward Szymański

     W najdawniejszych wierzeniach człowiek łączył bursztyn ze Słońcem. Był przecież złocisty, łatwo rozgrzewał się, wydając żywiczny zapach, potarty przyciągał kawałki suchej trawy. Bano się tej siły przyciągania, uważając, że jest ona darem naprzyrodzonym. Któż zaś bardziej od Słońca mógł być symbolem niezwykłości? Popatrzcie zresztą na kawałek bursztynu w najbardziej nawet pochmurny dzień, a przekonacie się, że robi się jaśniej od samego spojrzenia na słonecznożółtą lub miodowociemną bryłkę w pierścionku lub medalionie. Starożytni Grecy łączyli pochodzenie bursztynu z jedynakiem boga słońca -- Heliosa -- młodzieńcem o pięknym imieniu Faeton. Helios wyprowadzał każdego ranka swój rydwan zaprzężony w ogniste rumaki i udawał się nim na przejażdżkę po niebie. Syn pragnął chociaż raz przejechać się ojcowskim rydwanem. Ojciec bał się jednak, że młodzik nie zdoła utrzymać w cuglach ognistych koni, wzruszony jednak prośbami Faetona pozwolił mu wreszcie użyć swego zaprzęgu. Ale skoro tylko konie Heliosa poczuły niedoświadczonego woźnicę -- poniosły. Rydwan złocisty pognał przez niebieską drogę, roztrącając gwiazdy. Słońce spaliło wówczas na popiół ziemię afrykańską, opalając na czarno jej mieszkańców. Nie zdążył nieszczęsny młodzieniec narobić dalszych szkód, bowiem rozgniewany ojciec bogów, Zeus,strącił zuchwalca piorunem na ziemię. Zginął piękny Faeton, ale rozgniewany Zeus nie poprzestał na tym. Ponieważ siostry Faetona opłakiwały brata złorzecząc bogom, zostały więc za karę zamienione w topole. Ale dalej płakały z żalu za pięknym młodzieńcem, a ich łzy spływały żywicą po pniach drzew i zastygając stawały się bursztynem. Po latach morze wyrzuciło na brzeg zastygłe w bursztyn siostrzane łzy...
     Inni uważali bursztyn za syna Słońca. Przypisywano też złocistym bryłkom posiadanie duszy. Podobno Egipcjanie używali bursztynu do balsamowania zwłok faraonów.
     Jak więc tu przedstawić "kamień posiadający duszę" w postaci żywicy kopalnej?
     Co prawda owa żywica jest niezwykłej wprost urody i każdego może ująć swym urokiem. Słowiański jantar bywa złocisty jak miód, ciemny -- prawie czerwonawy, mętnobiały, niby mleczny; zdarza się rzadko w odcieniach niebieskim lub zielonym. Czasami jest przejrzysty, czasami zaś drobne pęcherzyki powietrza utworzą w jego bryłce perlisty szlak. Niekiedy w środku można zobaczyć muszkę, kawałek listka czy igły z nie istniejących już dziś przedhistorycznych drzew, a niekiedy nawet ryby. Bo bursztyn to skamieniała żywica drzew, które rosły na ziemi 45, a może 40 milionów lat temu. Żywica ta pochodziła głównie ze specjalnych gatunków sosny, dawno wymarłych. Ale obok wymarłych gatunków sosen rosły w owych latach daktylowe palmy o wachlarzowatych liściach, drzewa oliwne i sandałowe, kamforowe i cynamonowe. Lasy te porastały stały ląd, który miały zalać potem wody Bałtyku. Klimat panował tropikalny, umożliwiał wegetację gatunków, które obecnie występują wyłącznie w ciepłych krajach. Wspaniałe okazy tych drzew uległy potem zagładzie w epoce lodowcowej.

Inkluzje (np. owadów) w bursztynie "przynoszą powodzenie i wszelką pomyślność" właścicielowi.


     Uczeni interesowali się powstawaniem bursztynu. Nie rozstrzygnięto jednak do końca przyczyny obfitego żywicowania bursztynowych drzew. Przypuszcza się, że spowodowane ono było chorobami drzew. Odkryto natomiast historię uwięzionych w okruchach bursztynu rybek i żyjątek morskich. Otóż żywica z niektórych drzew, rosnących tuż nad brzegiem morza lub wręcz na mieliznach, musiała tak szybko spływać w morskie fale, że porywała drobne rybki, algi, promienice. Żywica musiała być płynna, bo ogromnie szybko zasklepiała żywe organizmy znajdujące się w wodzie; niektóre koralowce zamknięte w bryłkach bursztynu zachowały swe czułki w stanie rozwarcia, choć narządy te kruszą się przy najlżejszym nawet dotknięciu. Bursztyn, który zastygł pod wodą różni się bardziej zwięzłą budową od tego bursztynu, który twardniał na powietrzu.
     Skład chemiczny bursztynu został dawno określony: " złoto północy" składa się
w 79% z węgla, w 10% z tlenu, w 11% z wodoru, ponadto zawiera niewielkie ilości siarki. Wzór chemiczny jest bardzo prosty: C10H16O.
     Każdy wie, że potarty o wełnę bursztyn przyciąga drobne kawałeczki papieru, słomki. Ta właściwość bursztynu znana była już starożytnym, Grecy nazywali tajemniczy kamień elektronem, co oznacza "świeci się i błyszczy"; stąd też pochodzi nazwa elektryczności, przyjęta powszechnie na całym świecie. Początki nauki o elektryczności również są związane z jantarem, bowiem uczony Grek, Tales z Miletu, na 640 lat przed naszą erą twierdził, że bursztyn ma duszę, opierając ten sąd na prowadzonych obserwacjach przyciągania kawałków trawy przez potarty bursztyn.
     Rzymianie nazywali złocisty kamień lyncurium, czyli "mocz rysia", bo według ich legendy bursztyn miał powstać ze skamieniałego moczu drapieżcy. Egipcjanie nazywali bursztyn sokal. Arabska nazwa anbar nawiązuje do innej zalety bursztynu -- do jego zapachu, bowiem silnie potarty kamień wydziela zapach; podobnie, tylko znacznie silniej, pachnie podczas spalania. Ambra oznacza substancję silnie pachnącą, pochodzenia zwierzęcego (wydzielinę chorobową kaszalotów), bardzo poszukiwaną do wyrobu perfum oraz lekarstw. Ponieważ zarówno ambrę, jak i bursztyn znajdowano w morzu, Arabowie wierzyli, że obie pochodzą z dna morza, a więc z roślin podmorskich, stężałej piany lub odchodów wielkich ptaków, które żywią się wonnymi ziołami. Ambra wydzielała ulubiony zapach ludzi Wschodu, zarówno Chińczyków, jak Arabów. Niemcy nazwali bursztyn -- "płonącym kamieniem", czyli brennender Stein, stąd właśnie się wzięło słowo: bursztyn (Bernstein). Po włosku bursztyn zwą ambra galla, po szwedzku -- raf (od raffen -- chwytać). Persowie nazywali złoto północy karubą, co oznacza ni mniej, ni więcej "rabuś sławny".
     Podobno słowiańska nazwa bursztynu -- jantar, pochodzi z nazwy fenickiej jain-itar, co oznacza "morska żywica". Jantar towarzyszył człowiekowi od bardzo dawna. Ozdoby bursztynowe odnajdywano w grobach Myken, w wykopaliskach greckich i rzymskich. W polskich zbiorach znajduje się zapinka żelazna ozdobiona bursztynem, pochodząca sprzed 500 lat przed naszą erą, oraz naszyjniki bursztynowe z I i IV wieku naszej ery.
     Podczas wykopalisk w Biskupinie odnaleziono warsztat przedhistorycznego bursztyniarza. Nosiły więc ozdoby z jantaru nasze poprzedniczki, jak również -- a wiadomo o tym doskonale -- ozdoby owe były cennym artykułem eksportowym.

Już w czasach prehistorycznych robiono z bursztynu ozdoby i talizmany. Odnajdują je dziś archeologowie w wykopaliskach prowadzonych na naszych ziemiach.


     Kilka lat temu odkryto w pobliżu Rzymu cmentarz sprzed 27 stuleci. Wśród grobów Latynów był także grób kobiecy, w którym znaleziono resztki rydwanu pogrzebowego, co pozwala przypuszczać, iż pochowana kobieta była osobą wysokiego rodu. Wskazuje na to również biżuteria z pereł złota i bursztynu złożona do grobu. Zwłoki pokrywała wspaniała szata utkana ze srebrnych nici, przetykanych jantarowymi paciorkami. Srebrzyste nici poczerniały, ale bursztyn nie utracił swych ciemnomiodowych pięknych barw.
     Pliniusz Starszy twierdził, że elektron to po prostu promieniste słońce. Rzymianki, idąc za radą mędrców starożytnych, nosiły go wprost na ciele, bo miał im zapewniać zdrowie. Nosiła zawieszki z bursztynu i złota najwierniejsza z żon, czyli piękna Penelopa, oczekująca w ojczystej Itace na swego Odyseusza. Utrzymywała się wiara, iż bursztyn lub magnes noszony w pierścieniu lub naszyjniku podobnie jak one przyciąga męża.
     Starożytni Grecy i Rzymianie lubili bursztyn, używali go do sporządzania leków oraz do przyozdabiania biżuterii, składali na ofiarę bogom, służył też do różnych czarów i magii. Lubili grać w kości kostkami z bursztynu, jego odpadków używano do spalania jako kadzidła. Gladiatorzy rzymscy wykonywali zeń talizmany z napisem "zwyciężę". Sporządzano też z bursztynu leki i wytwarzano sztuczne piżmo -- ulubione od setek lat pachnidło. Równie lubiany był bursztyn wśród starożytnych Egipcjan i Arabów. Ale bursztynu na wybrzeżach Grecji i Półwyspu Apenińskiego było za mało. Ruszały więc karawany kupców na daleką północ. Szlak karawan kupieckich nosi nazwę bursztynowej drogi -- albo "jantarowej ścieży".
     W starożytności trzy były drogi po bursztyn, którymi jeździli lub pływali najodważniejsi z odważnych. Pierwsza wiodła od wybrzeży Adriatyku przez terytorium dzisiejszych Węgier i Moraw wzdłuż Prosny -- stąd też znany starożytnym gród Calisia czyli Kalisz, dalej wzdłuż Wisły aż do Bałtyku. Druga droga wiodła przez morze. W starożytnym Rzymie obrazowo przedstawiano ową morską peregrynację odważnych kupców. Płynęli oni przez Morze Śródziemne i Słupy Herkulesa, czyli Cieśninę Gibraltarską, w kierunku Ultima Thule, czyli końca świata. Tam -- nie dopływając jednak do "końca świata" -- napotykali litom electra, czyli bursztynowy br zeg. Za Ultima Thule (ostatnią wyspę) starożytni uważali Islandię względnie Norwegię, nie zdając sobie sprawy, że Norwegia jest stałym lądem. Dziś powiedzielibyśmy po prostu, że drogą morską docierali do Jutlandii, a stamtąd już lądem wędrowali do brzegów Morza Bałtyckiego.
     Zanim jednak Rzymianie zaczęli wyprawiać się do Ultima Thule po jantar, już kilkaset lat wcześniej robili to kupcy feniccy, którzy na 1000 lat przed naszą erą docierali -- być może -- na Bałtyk, do wybrzeży Jutlandii i Wysp Fryzyjskich. Istnieje nawet cała teoria, że Fenicjanie posiadali własne faktorie przy ujściu Wisły w okolicach dzisiejszej Gdyni, czy nawet Chełmna. I choć jest to mało prawdopodobne (podobno w rzeczywistości nie docierali oni dalej na północ niż do Brytanii), miło sobie pomarzyć na temat okrętów fenickich na wzburzonym Bałtyku.
     Trzeci wreszcie szlak bursztynowy używały miasta greckie, które wyprawiały swych kupców drogą od Czarnego Morza w górę Dniepru, a stamtąd Dźwiną lub Prypecią i Wisłą na bałtycki brzeg. Wędrowali owymi szlakami Ligurowie i Etruskowie, a dopiero na 300 lat przed naszą erą pojawili się na tych prastarych drogach handlowych Rzymianie.
     Chyba rzadkość występowania bursztynu na Południu, jego piękny kolor i zapach stały się przyczyną przypisywania mu wielu prawdziwych i zgoła bajkowych zalet. Na jego urodę powoływano się w baśniach tysiąca i jednej nocy. Oto bursztynowe parafrazy w opisie pięknego młodzieńca:

... Perła ambrą malowana -- oto jego lico 
Albo jabłko gagatową zdobione żywicą...

Aż po dzień dzisiejszy jest bursztyn w wielkiej cenie na Wschodzie, a prawowierni muzułmanie chętnie używają różańców ze słonecznej, pachnącej skamieliny, dziedzicząc tę skłonność po Babilończykach i Asyryjczykach. Cenią bursztyn Chińczycy, Hindusi i Birmańczycy, jednak w ich krajach nie jest on tak doskonały jak u nas, na chłodnej Północy.
     Dlatego też możemy bez przesady nazwać bursztyn naszym polskim klejnotem. Do tej pory jesteśmy pod urokiem połyskujących korali, tajemniczych pęcherzyków powietrza w głębi jantarowych medalionów czy muszego nieszczęścia sprzed tysięcy lat, zakrzepniętego w bursztynie.
     Wyprawa po bursztyn -- zarówno lądem jak i morzem -- była długa i niebezpieczna, nie wszystkim było dane szczęśliwie wrócić do domu. Ale żądza zdobycia złocistego elektronu silniej przemawiała do wyobraźni podróżników niż realna ocena niebezpiecznej drogi przez burzliwe morza lub przepastne puszcze. Cena bursztynu wynagradzała ryzyko i trudy dalekiej drogi; podobno w owych zamierzchłych czasach kształtowała się ona na poziomie złota; nawet prowadzono handel wymienny, dając bursztynowe perełki za złote paciorki. Nazywano też jantar "złotem Północy", a gorączka złota niejednokrotnie w dziejach ludzkości pchała jego zdobywców przez trudy i niebezpieczeństwa.
     Po szczęśliwym powrocie do domu opowiadano prawdziwe i nieprawdziwe historie o ludach, zamieszkujących pobrzeże Bałtyku oraz te ziemie, przez które wiódł bursztynowy szlak. Do legend greckich miały niebawem dołączyć się rzymskie jantarowe historie. Echa tych opowieści możemy odnaleźć w dziełach historyków rzymskich, zapisujących relacje odważnych podróżników.
     Opowiadano więc o legendarnej rzece Erydanii -- być może była to Dźwina, u której ujścia znajdowano bursztyn. Opowiadano o wyspie bursztynowej, nazywanej Abela lub Orynia. Historycy przypuszczają, iż chodziło tu o Rugię lub którąś z wysp duńskich. Pliniusz Starszy wspomina o wyspie Ozerikta w Ziemi Bursztynowej. Jego zdaniem bursztyn miał pochodzić ze smoły cedrowej.
     Pozostały nie tylko pisane relacje z dalekich wypraw po bursztyn, ale i materialne ślady kupieckich karawan. W odkopanych cmentarzyskach słowiańskich, w wykopaliskach starych osad ludzkich odnajdują archeologowie przedmioty pochodzenia rzymskiego, pieniążki oraz biżuterię kobiecą "z importu". O wielkich rozmiarach handlu bursztynem świadczy odnalezienie we Wrocławiu (na Partynicach) dużego składu z I wieku przed naszą erą, zawierającego około 1500 kilogramów jantaru!
     Południowe wybrzeże Bałtyku słynęło już przed dwoma tysiącami lat z bogactwa znalezisk bursztynowych. Bursztyn znajdowano na znacznym obszarze od okolic Słupska po Kłajpedę. Bogate zwłaszcza były wybrzeża Mierzei Wiślanej. Do tej pory każdy sztorm przynosi okruchy bursztynów, którymi cieszą się wycieczkowicze i wczasowicze, zwłaszcza w Krynicy Morskiej. Rzadko można było znaleźć większe bryły jantaru, o wadze kilku kilogramów. Największe nie przekraczały 10 kilogramów. Po każdym sztormie morze wyrzuca na brzeg mniejsze lub większe kawałki bursztynu. Dało to początek starej legendzie rybackiej o pochodzeniu złocistego skarbu. Na dnie Bałtyku znajdował się jantarowy pałac morskiej królewny Juraty. Piękna dziewczyna zostawiała jednak swe drogocenne skarby oraz komnaty mieniące się wszystkimi blaskami różnobarwnego bursztynu i wypływała na powierzchnię wody, po to, by spotkać się ze swym ukochanym -- ubogim młodym rybakiem. O miłości córki i rybaka nic nie wiedział potężny król morza. Gdy odkrył przypadkiem tajemnicę dwojga młodych, zapałał straszliwym gniewem, przewrócił łódkę rybaka, a piorunem strzaskał bursztynowy pałac. Złociste cudo rozprysnęło się w tysiące okruchów, zalegających dno morskie. Podczas sztormów morze wyrzuca złociste bryłki, przypominając ludziom o gniewie morskiego władcy i miłości tamtych dwojga.
     Ale bursztynu wyrzuconego podczas sztormów było mało. Trzeba więc umieć szukać "złota Północy". Jednym z najstarszych sposobów było szperanie. Poławiacze jantaru wypływali na łódkach na morze, trzymając w rękach długie tyki, opatrzone specjalnym drutem. Tykami poruszali kamienie na dnie morskim. Bursztyn, uwolniony od ciężaru przytrzymujących go kamieni, wypływał na powierzchnię wody. Czerpano też jantar z morza za pomocą specjalnych siatek, tzw. koszołków. Obfite zbiory dawały takie połowy zwłaszcza w czasie sztormu, jednak wielkie fale groziły wówczas śmiercią zbyt odważnym poławiaczom. Mawiano, że to król morza broni swego skarbu.
     Potem nauczono się szukać jantaru na brzegu morza w tzw. niebieskiej ziemi, gdzie znajdowały się złoża tej cennej skamieliny. Ziemia niebieska ma w istocie barwę zielonawoszarą i jest wytworem płytkiego morza. Aby dotrzeć do niebieskiej ziemi trzeba się przekopać przez warstwy gleby, piasku, rudy darniowej. Napotykano też bursztyn w bagnach.
     Archeologowie kopiąc w różnych zakątkach Polski odnajdywali wyroby z bursztynu -- paciorki, pierścionki, przęśliki bursztynowe i amulety w formie wisiorków i figurek. Bursztyn był wszędzie, poczynając od Wolina, gdzie stał podobno legendarny gród Wineta i Jomsborg na Srebrnym Wzgórzu, po Wrocław, gdzie odkryto jantarowe pierścienie na Ostrowie Tumskim. Odnajdywano bursztyn we wczesnych osadach ludzkich i w pierścieniu biskupim z XII wieku, odkrytym w grobie poznańskiej katedry. Pierścień był z kutego złota, a owalny bursztyn, ujęty w cztery łapki, miał szlif kaboszonowy.
     Przez parę wieków Gdańsk był ośrodkiem europejskiego bursztynnictwa. Przenieśmy się więc w czasy średniowiecza. Oto wracają z połowu bursztynów rybacy, nie cieszą ich jednak bogate zbiory... Piękny złocisty jantar nie przynosił bogactwa swoim zbieraczom, bowiem według pradawnych praw należał do panującego. On też z tego tytułu zabierał większą część zbiorów. Przy Długim Moście cumowały zagraniczne statki, przywożąc sól i sukno, które następnie Wisłą wieziono w głąb Polski. Zabierano zboże i drewno. Miejscowa ludność handlowała z przybyszami rybami i bursztynem. Rozwijające się miasto portowe nęciło chciwych łupu wrogów: Brandenburczyków i Krzyżaków. Nieoczekiwany cios nastąpił 14 listopada 1308 roku. Krzyżacy opanowali miasto podstępem, a mszcząc się za poprzedni opór gdańszczan wyrżnęli wielu jego mieszkańców, paląc ich domy.
     Los Gdańska miał stanowić odstraszający przykład dla innych miast pomorskich, gdyby się chciały przeciwstawiać przyłączeniu ich do państwa krzyżackiego. Mord dokonany na bezbronnych mieszkańcach Gdańska -- zabito wówczas wiele kobiet, dzieci oraz starców chroniących się w murach kościelnych -- zachowali w pamięci jego współcześni, przekazując wiadomości o nim swym dzieciom i wnukom. Popłynęło wówczas tyle ludzkiej krwi ulicami miasta, że zmieszała się z wodami Raduni i Motławy. Do tej pory śpiewają na Kaszubach:

A w Raduni krwawa woda, 
Szkoda oćca, szkoda, szkoda...

Zbrodnia gdańska stała się jednym z punktów oskarżenia przeciwko Krzyżakom, Nie przejmowali się jednak tym, kłamliwie twierdząc, że mieszkańcy z własnej i nieprzymuszonej woli zburzyli własne domy i odeszli, aby osiedlić się gdzie indziej. A oskarżano wówczas Krzyżaków o mord 10 tysięcy ludzi. Wśród wymordowanych mieszczan gdańskich wielu było zręcznych bursztynników. Wraz z włączeniem Gdańska do państwa zakonnego nastąpił upadek pięknej bursztynniczej sztuki. Krzyżacy sprowadzili wprawdzie do opustoszałego miasta osadników niemieckich, ale na wzór Rzeszy Niemieckiej surowo przestrzegali prawa władców do bursztynu. Nikomu bez zezwolenia nie wolno się było zajmować obróbką jantaru. Zabierany rybakom bursztyn wysyłano morzem do Brugii i Lubeki, albo drogą lądową przez Lwów do krajów Wschodu, gdzie miodowy kamień był w wielkiej cenie. Odbieraniem bursztynu rybakom z Osieka zajmowali się specjalni urzędnicy krzyżaccy. Za przestępstwo ukrywania lub nielegalnej obróbki bursztynu skazywano nawet na śmierć.
     W Gdańsku przy ulicy Kramarskiej znajdowały się wprawdzie warsztaty bursztynników, ale wyrabiali oni głównie różańce, sprzedawane przez Krzyżaków. Najpiękniejsze okazy z najcenniejszych bursztynów rycerze zakonni zawozili jako dary na królewskie dwory Europy. Zachowały się notatki o różańcu z białego bursztynu, posłanego przez rycerzy w białych płaszczach królowej szwedzkiej.
     Ceniono wówczas jednak nie tylko wyroby artystyczne z bursztynu, ale również jantar w stanie surowym. Używano go zarówno do magii, jak też sporządzania medykamentów, przypisując mu tajemnicze właściwości lecznicze. Olejki przyrządzane z bursztynu uznawano nawet za święte, a w każdym razie za jeden z najmocniejszych środków, obok złota i kamfory. Miał być bursztyn skutecznym lekiem przeciw jadom i morowemu powietrzu. Albert Wielki polecał go również jako niezawodny środek próbujący cnotę dziewiczą: gdy panna cnotę utraciła, a napije się odwaru bursztynowego, natychmiast z uryną oddać go musi.
     Również medycyna ludowa znajdowała dla jantaru szerokie zastosowanie. Potartym o sukno kawałkiem bursztynu wydobywano pyłki z zaprószonego oka. Nalewką spirytusową na bursztynie leczono choroby płuc. Tarty na miazgę bursztyn zażywano jako tabakę od kataru. Płaskie krążki lub obrączki bursztynowe dawano do gryzienia ząbkującym, kapryszącym niemowlętom. Palono wreszcie okruchy bursztynu i okadzano nim izbę, celem dezynfekcji. Noszony stale na szyi bursztyn miał zapobiegać bólom głowy, a dzieci chronił od konwulsji. Wierzono też, że bursztyn przynosi szczęście swym właścicielom, szczególne zaś własności magiczne miały posiadać bryłki zawierające inkluzje. Używano go do czarodziejskich praktyk, do "zamawiania" chorób czy nieszczęść. Uwieszony z kulkami jałowca bywał palony jako kadzidło w kościołach. Wcześnie nauczono się używać rozpuszczonego bursztynu jako werniksu malarskiego. Mało więc pozostawało surowca dla zręcznych bursztyniarzy Gdańska.
     Przemoc i złość krzyżacka panowały nad pięknym starym grodem, rozłożonym nad Motławą i Radunią. Nędza zaglądała w okna kamieniczek pracowitych rzemieślników gdańskich. Prawa i bezprawia zakonne gnębiły bursztynników. Trzecia część wyrobów rzeźbiarzy jantaru, pobierana przez władze miejskie jako podatek, wędrowała do prywatnej kieszeni komtura gdańskiego.
     W Polsce nie pogodzono się łatwo z utratą Gdańska. Zbrodnia krzyżacka, dokonana na spokojnych mieszkańcach miasta: szkutnikach, sukiennikach, płatnerzach, piwowarach, rybakach i bursztynnikach, odbiła się szerokim echem nie tylko w naszym kraju. Bolał nad utratą Pomorza król Władysław Łokietek, a Kazimierzowi Wielkiemu śpiewano, przypominając utracone ziemie:

Dobry królu Kazimierze,
Z Krzyżakami nie żyj w mirze
odzyszczesz
Gdańsk...

Okrucieństwa krzyżackie i wielkie ciężary podatkowe nakładane na Gdańsk powodowały, że nawet przywiezieni przez nich mieszczanie niemieccy szukali dróg wyzwolenia spod krzyżackiego jarzma. Po zwycięstwie pod Grunwaldem, zdawało się już gdańszczanom, że zabłysła dla nich godzina wyzwolenia, ale wiele jeszcze wody upłynęło w Raduni zanim doszło do powrotu Gdańska pod skrzydła Rzeczypospolitej. Gdy Kazimierz Jagiellończyk wypowiedział wojnę Zakonowi -- ruszyli się mieszczanie Gdańska. 4 lutego 1454 roku Rada Miejska nakazała oblężenie zamku krzyżackiego w Gdańsku. Gdy w tydzień później komtur poddał twierdzę, tłum rzucił się na zamek i zburzył go, nie pozostawiając śladu z dumnej krzyżackiej budowli. Tak wielka była nienawiść gdańszczan do Krzyżaków. Rada zakazała się osiedlać na miejscu zburzonego gniazda znienawidzonego wroga i aż do drugiej połowy XVII wieku przeklęte miejsce było niezabudowane.
     W Elblągu złożyli rajcy gdańscy przysięgę wierności polskiemu królowi. Kazimierz Jagiellończyk w trzy lata później zawitał osobiście do Gdańska i tam, w dniu 3 maja 1457 roku, odebrał hołd od całej ludności miasta. Za wierność oraz usługi świadczone przez Gdańsk w trzynastoletniej wojnie z Zakonem król obdarzył mieszczan licznymi przywilejami, ważnymi dla dalszego rozwoju miasta. Wśród uzyskanych wówczas przywilejów znalazło się zniesienie monopolu władcy na bursztyn.
     W roku 1477 król zezwolił na utworzenie cechu bursztynników w Gdańsku, którzy odtąd mieli podlegać wyłącznej opiece Rady Miejskiej. Z Królewca protestował przeciwko tym polskim nowościom wielki mistrz krzyżacki, ale nikt się nie liczył z jego protestami. Warto jednak wiedzieć, że monopol bursztynowy utrzymał się na terenie Prus Książęcych aż do roku 1836, a w Królewcu do roku 1826 istniał urząd specjalnego kata, wykonującego wyroki na skazańcach, którzy pogwałcili "prawo bursztynowe".
     Zaczęła się epoka wielkiego rozkwitu sztuki rzeźbienia bursztynu. Początkowo ograniczano się nadal do rzeźbienia paciorków różańcowych, ale wkrótce nadeszły lata reformacji i w Europie zmniejszył się popyt na różańce. Zaczęto robić piękne szkatułki, biżuterię, łyżeczki, klatki na ptaki, puchary, lampki oliwne. Lubowano się w skrzynkach, zdobionych płaskorzeźbami z bursztynu oraz modelami okrętów gdańskich, wykonanych w bursztynie. Robiono też sekretarzyki z bursztynu, oprawiano w jantar zwierciadła. Ceniono wówczas bursztyn ciemny, zwany gagatkiem. Mikołaj Rej pisał: ,,Najdzie drugiego z siwą brodą tak szalonego jak i z gagatkową". Od barwy owego rzadkiego bursztynu stworzono przymiotnik oznaczający czarnolśniący. U gdańskich bursztynników zamawiano bogate rzeźbione pudła i szkatuły na podarunki dla obecnych dworów. Korzystając z różnych barw bursztynu układano na wiekach szkatuł prześliczne mozaiki. Bogate mieszczki gdańskie, którym przeciwzbytkowe prawa nie pozwalały nosić złota ani drogich kamieni, kontentowały się bursztynem. W słonecznych paciorkach, stroikach na głowę z trzęsidłami pięknie wyglądały urocze gdańszczanki. Ciepłe barwy jantaru podnosiły urodę kobiecą. Mężczyźni nosili bursztynowe guzy przy ubraniach albo zapinki z wprawionymi oczkami z bursztynu. Ceniono szczególnie figurki czy kompozycje wykonane z jednej bryły bursztynu. Drobne płaskorzeźby osadzano na błyszczącym tle i przykrywano okienkiem z przezroczystego bursztynu, tworząc coś w rodzaju kamei, które następnie wprawiano w większe przedmioty z jantaru. Kamee bardzo lubił król Zygmunt August, w jego zbiorach znalazły więc się również bursztynowe płaskorzeźby z Gdańska.
     Rada Miejska pilnowała, by nie przekraczać stałej liczby cechowych majstrów -- bursztynników. Ustalono, że nie powinno ich być więcej niż 40, jednak przepisy te nie zawsze były przestrzegane.
     Stosunki między artystami rzeźbiącymi w bursztynie dalekie były od sielanki, opisywanej przez Deotymę w jej starodawnym romansiku o "panience z okienka" i "marynarzu od puckiej floty". Czeladnicy narzekali, że nie mogą uzyskać uprawnień mistrzowskich. Działali tzw. partacze, nie należący do cechu -- wśród których zdarzali się wybitni artyści. Dochodziło więc w Gdańsku do buntów pospólstwa przeciwko patrycjuszom z Rady Miejskiej, do której należeli także mistrzowie cechu bursztynników.

Nieznany siedemnastowieczny mistrz z Gdańska pięknie zespolił blask złota i słoneczne ciepło jantaru w czarce, która i dziś cieszy nas swą urodą.
Unknown 17th century amber craftsman from Gdansk nicely merged the shine of gold and sunny warmth of amber in this jar, impressing us also today with its beauty.


     A bursztyn stawał się w świecie coraz bardziej modny, zwłaszcza w epoce baroku, kiedy to ceniono rzadkie twory przyrody. Rzeźbieniem w bursztynie zajmował się także zamiłowany złotnik-amator, Zygmunt III Waza. W roku 1622 polski poseł w Turcji, książę Krzysztof Zbaraski, złożył w darze sułtanowi skrzynię z bursztynu wykonaną przez gdańskich rzemieślników; pokrywające ją płaskorzeźby przedstawiały morskie boginki. Z tej samej okazji dworscy dostojnicy dostali zwierciadła w jantarowych oprawach, naczyńka na wschodnie wonności, a dla zabawy pań w Seraju ofiarowano szachy z bursztynu. W zagranicznych muzeach przechowuje się dotąd czary bursztynowe z portretami króla Władysława IV. Car Aleksy w Moskwie w 1667 roku otrzymał szkatułę bursztynową, a przy niej bursztynowe lichtarze. W tym samym roku również Hieronim Radziejowski powiózł do Turcji dar z bursztynu. Jan III Sobieski w prezencie od gdańszczan otrzymał koronę wyrzeźbioną z jednej bryły bursztynu. Podobno ową koronę wykonał Krzysztof Maucher, nie należący do cechu i zwalczany przez władze cechowe jako szkodnik, bezpodstawnie uważający się za mistrza, jakiego nie zna Europa. Również i wtedy uważano bursztyn za cenny medykament, zwłaszcza jego czarną odmianę, czyli gagatek, który "jest kamień czarny i światły, a kiedy będzie zapalon, pomaga naprzeciw niemocy św. Walentego, diabły odpędza, abo, jeśliby przez usta człowiecze mówili, tedy dym gagatkowy nie da im mówić; żołądek wspomaga, gdy pokarmu przyjąć nie chce. Woda, w której by trzy dni moknął, czyni lekkie porodzenie [...] Ten kamień diabelstwu i czarom się przeciwi, węże odgania, przeto i orzeł ten kamień kładzie w gniazdo swoje dla wężów, a wszakoż Sorgius powiada, iż to czyni orzeł, aby dzieci chłodził".
     Moce tajemne czarnego bursztynu nie dawały więc spokoju naszym siedemnastowiecznym autorom zielników, czyli herbarzy.
     Głównie jednak ceniono jantar dla jego urody, wspaniale wydobywanej przez talent gdańskich bursztyniarzy. Również obcy władcy kupowali w Gdańsku prezenty z bursztynu dla głów koronowanych z innych państw. W roku 1688 elektor brandenburski Fryderyk III posłał carom rosyjskim, Piotrowi i Janowi, przedmioty z bursztynu wykonane przez gdańszczanina Michała Redlicha.
     Ale najsłynniejszym dziełem gdańskich bursztynników stała się "bursztynowa komnata" [The Amber Room]. Król Fryderyk Wilhelm I kazał cały jeden pokój w pałacu Mon Bijou wyłożyć płaskorzeźbami z bursztynu. Dzieło rozpoczął rzemieślnik niemiecki, ale następnie pracowali nadal nad nim także gdańszczanie -- Goffin Tousseau i Ernest Schacht. W roku 1709 nie dokończone wykładziny bursztynowe przewieziono do Berlina i tam zmontowano w przytulnym pałacowym pomieszczeniu.
     Margrabina von Bayreuth Fryderyka Zofia Wilhelmina -- córka króla Prus Fryderyka I i siostra Fryderyka Wielkiego, zostawiła pamiętniki, w których opisywała swe smutne dzieciństwo i wczesną młodość w rodzinnym domu. Gdy była małą dziewczynką w 1717 roku przyjechał do Berlina Piotr Wielki wraz z całym swym dworem. Przy tej okazji pokazano mu wszystko, co tylko godne było widzenia w stolicy Prus. Na widok gabinetu wykonanego całkowicie w bursztynie car popadł w zachwyt i zażądał natychmiast bursztynowego prezentu. Margrabina zanotowała w swych pamiętnikach: "Gabinet ten był jedyny w swoim rodzaju i kosztował Fryderyka I ogromne sumy. Przypadł mu smutny los: wywieziono go do Petersburga ku wielkiemu żalowi wszystkich". Ale car wkrótce zapomniał o prezencie i bursztynowa komnata przeleżała zapakowana w 18 skrzyniach dosyć długo. W roku 1755 przypomniała sobie o podarunku caryca Elżbieta -- ale nie znaleziono dla niego od razu właściwego pomieszczenia. Najpierw stanowił dekorację ścian sali w Zimowym Pałacu, stamtąd przeniesiono go następnie do Carskiego Sioła. Na "bursztynową komnatę" składało się wiele elementów -- kartusze, ramy obrazów, medaliony, herby, płaskorzeźby przedstawiające sceny biblijne, wreszcie posągi bogiń rzymskich Minerwy i Pomony. Dekoracja bursztynowa była wspaniałym dziełem sztuki. Przy montowaniu komnaty na stałe okazało się, że trzeba dorabiać brakujące detale. Powierzchnia pomieszczenia nie była zresztą wcale mała, bo wynosiła aż 55 m2. Po ośmiu latach pracy w 1763 roku bursztynowa komnata była wreszcie gotowa.
     Powróćmy jednak do Gdańska. Gdy w roku 1793 Prusy przystąpiły do wykonania postanowień traktatu II rozbioru Polski, zawartego z Rosją, na mocy którego Gdańsk miał przypaść właśnie Prusom, na ulice wyległy tłumy żądające podjęcia walki. Gdy w Wielki Czwartek 28 marca żołnierze pruscy zaczęli się zbliżać do miasta ludność rzuciła się na nich, zmuszając do cofnięcia. Prusacy rozpoczęli więc artyleryjski ostrzał miasta z Góry Biskupiej i Rada otworzyła bramy miasta. Dopiero jednak 4 kwietnia wojsko pruskie wkroczyło do Gdańska. Na znak żałoby z powodu rozstania z Rzecząpospolitą rajcy miasta postanowili nie nosić złotych ozdób przy swych czarnych strojach. Gdańszczanie mieli naprawdę czego żałować. Miasto oderwane przemocą od Polski straciło swą świetność, upadały handel i rzemiosło związane z ziemiami Rzeczypospolitej. Pozbawione magnackiej wybrednej klienteli, szybko chyliło się do upadku gdańskie bursztyniarstwo. Zamiast cennych dzieł sztuki wytwarzano tanie, seryjnie produkowane pamiątki, które kupowali czułostkowi Niemcy.
     Nie tylko jednak brzegi Bałtyku obfitowały w bursztyn. Obok złocistych nadmorskich jantarów, rzeźbionych przez starych gdańskich mistrzów, noszono także kurpiowskie bursztyny. "Nad błękitną moją Narwią najpiękniej się łąki barwią" -- pisał poeta. Piękny jest kraj walecznych i pracowitych Kurpiów, miłujących wolność. Bogactwem ziemi kurpiowskiej są lasy, urodą rzeki o piaszczystym dnie i czystej wodzie. Od najdawniejszych czasów na złocistych piaskach i w głębinach rzek Pisy, Szkny, Rozogi, Omulca i Orzycy znajdowano bursztyny. W pierwszej połowie XVI wieku odkryto jednak przypadkowo bursztyn kopalny. Słoneczne bryłki wyorywano z ziemi przy robotach polnych, natrafiano na nie przypadkowo przy kopaniu studni. Poszukiwania prowadzono też kopiąc kilkumetrowe miniaturowe sztolnie. Zbyt bursztyn miał zawsze duży, nikt tu nie ograniczał jego poszukiwań. Jantar był traktowany przez mieszkańców Puszczy Myszy-nieckiej jako ozdoba, lekarstwo i talizman, odwracający nieszczęścia. Mężczyźni tutejsi znani byli w całej Polsce ze swych talentów strzeleckich i bartniczych, a Kurpianki słynęły z urody i pięknych 'strojów. Nieodłączną częścią kobiecego stroju były jantarowe paciorki, odbijające się złocistym lub czerwonawym kolorem od bielusieńkiej lnianej koszuli. Każda dziewczyna chciała mieć bursztynowe korale, a największy, środkowy paciorek musiał zawierać inkluzję -- jakąś małą muszkę, mrówkę czy nawet kawałek listka, zatopionego w stwardniałej żywicy. Taki koralik traktowany był jak amulet, przynoszący szczęście i powodzenie swej właścicielce. Każdy chłopak puszczański chciał ofiarować swej dziewczynie bursztynowe serduszko, by mogła je nosić na błękitnej wstążeczce. Z gruzu bursztynowego, spalanego w kadzielnicach wydobywał się słodki, pachnący dym. Podobno od spalonych okruchów jantaru wywodzi się nazwa kurpiowskiej wsi -- Kadzidła.
     Bursztyn towarzyszył w kurpiowskich wsiach wszystkim troskom i radościom powszednich dni. Stosowano go jako lekarstwo w chorobach, kółeczka dawano gryźć krzyczącym niemowlętom; a gdy ktoś umierał -- mówiono o nim, że "poseł bursztyn kopać", czyniąc aluzję do faktu, że pochowano nieboszczyka w ziemi, skąd wydobywano jantar. Kopano bursztyn indywidualnie lub tworząc specjalne spółki, zwane dawniej "osmanami". Bursztyn pełnił na ziemi kurpiowskiej rolę pieniądza -- można było za bryłki jantaru kupić naftę, sól czy świece. Składano też bursztyn na tacę w kościele -- zamiast monety. Jako obiegowy pieniądz traktowano go jeszcze w czasach I wojny światowej.
     W XVII wieku zaczęto bursztyn znajdować nad brzegami Wisły, zwłaszcza, gdy wraz z intensyfikacją gospodarki na prawym brzegu Wisły zaczęto kopać rowy odwadniające, studnie, zakładać fundamenty czy prostować drogi. Znajdowano wówczas, podobnie jak przy oraniu ziemi, przypadkowe bryłki bursztynu. Zdarzało się też, że podczas pożaru lasu, gdy ogień doszedł do ziemi zarośniętej wrzosem, rozchodził się balsamiczny zapach, podobny do bursztynowego.
     Wydobyte bryłki jantaru natychmiast kupowali kupcy żydowscy, co skłaniało włościan do podejmowania dalszych poszukiwań.W 1796 roku niejaki pan de Voza, chcąc się finansowo wydżwignąć z majątkowych niepowodzeń, rozpoczął próbne kopanie bursztynu we wschodniej części Płockiego. Prusacy zawsze byli łapczywi na bursztyn, a kopać trzeba było niezbyt głęboko, bo od pół do paru łokci głębokości. Znajdowano bursztyn po lasach i polach wsi prywatnych Zabiele, Maminie, Wyszki Średnickie oraz przy kopaniu wałów koło Modlina. W 1809 roku uruchomiono też kopalnię w Ostrołęce.
     W Augustowskiem wydobywano obficie bursztyn w leśnictwie Nowogród, Rajgród, Wizna i leśnictwie Pilwiszki pod Mariampolem. Znajdowano także jantar pod Kaliszem i na Mazowszu w leśnictwie Bowilno po brzegach jeż. Bielskiego. Szczególnie suche lata sprzyjały bursztyniarzom -- szukali bowiem głównie w miejscach nisko położonych -- jak łąki i bagna. W leśnictwie ostrołęckim znajdowało się bagno Karaska, które obfitowało w bursztyn. W latach trzydziestych ubiegłego wieku zastanawiano się nawet nad osuszeniem owego bagna.
     W Warszawie około roku 1800 zajął się obróbką bursztynu Baraniecki, który poprzednio zostawał przy dworze posła polskiego w Stambule, gdzie napatrzył się u Turków na ich prace przy obróbce bursztynu. Polski bursztyn był prawdziwym skarbem dla krajów Lewantu. Kiedy w 1818 roku wykopano w Zabielu Wielkim sztukę ważącą 5 funtów, która miał kształt bułki chleba i kolor kapuściany -- nabywcy na miejscu zapłacili 100 dukatów. Gdańscy kupcy dali za ów bursztyn 900 talarów, a znawcy utrzymywali, że w Konstantynopolu dano by za taką sztukę 2000 talarów. Turcy bardzo lubili ustniki bursztynowe do swoich fajek, a najbardziej majętni posiadali wówczas w swych fajczarniach do 100 faj osadzonych w bursztynie, o wartości od 100 do 200 dukatów za sztukę. Sympatie tureckie związane były z mocną wiarą, że bursztyny bronią od zarazy, a szczególnie od morowego powietrza. W Persji, Japonii i Chinach nie wyobrażano sobie uczt lub wielkich uroczystości bez palenia bursztynu, a świetność ceremonii mierzono ilością spalonego jantaru.
     Romantyzm kochał bursztyny, zwłaszcza te, które miały w swym wnętrzu muszki lub chmurki. Ówczesną modą wróżono sobie z owych chmurek, a każdy mógł zobaczyć w takim osobliwym bursztynie to, co w swej fantazji wymarzył. Oto opis dziewiętnastowiecznych bursztynowych widziadeł: "Chmury w bursztynie rozchodzące się a formujące różne postacie, dały powód do podziwiania autorom dawnym, którzy do nich jakieś symbole przywiązywali, i tak Hartman wspomina, że widział w bursztynie obraz dziecięcia wspak w objęciu człowieka leżącego, co miało oznaczać Jezusa na łonie Symeona, inni grosz polski naturalnej wielkości widzieli. Gdańszczanie spostrzegli w bursztynie wizerunek śmierci z kosą, tudzież człowieka z wyciągniętymi rękami, upadającego na kolana, jak nie mniej widziano w nim postaci głosek arabskich, łacińskich, tudzież mappy, zamki, góry ogniem wybuchające itp."
     Bywał więc bursztyn cennym podarunkiem, zwłaszcza dla rozdzielonych kochanków. Oto, co posyłał Zygmunt Krasiński swej umiłowanej Delfinie z Warszawy, 28 września 1845 roku:

Z rzeczy krajowych złożon upominek 
Trzewiki-bulion-kaszę-bursztyn-kminek-
Bursztyn i kminek w skórzanej szkatułce 
O jednej wewnątrz dzielącej ją półce...

Główne jednak zastosowanie znajdował bursztyn w jubilerstwie (od najstarszych czasów jantar oprawiano wyłącznie w srebro) oraz w rzemiośle zdobniczym. Potrzebowano więc dużo surowca. W XIX wieku kopano bursztyn wokół Ostrołęki, Przasnysza, Pułtuska, pod Płockiem, a nawet w okolicach Krakowa. Bursztyn wydobywany z ziemi miał na swej powierzchni skórkę chropowatą, zwaną koszulką.
     Kopalny bursztyn dzielono wówczas na następujące gatunki:
blankier -- bez koszulki, barwy żółtej i białej, silnie świecący;
cacko -- przezroczysty, znajdowany w małych kawałkach;
femec -- czysty, kruchy -- o barwie czerwonawej i żółtej, mający powierzchnię spękaną, używany do pokostów, lakierów i kadzideł;
czarny -- "dla rzadkości swojej najdroższy, podobny do czarnego rogu, znajduje się tylko w małych kawałkach";
kapuściany -- o barwie świeżej kapusty;
knoch -- biały, nieprzezroczysty, twardy, z koszulką mocno chropowatą koloru ciemnopopielatego;
perłowy -- gęsty, mocny, najlepszy ze wszystkich gatunków;
płomyk -- koloru podobnego do ognia;
sluks -- rzadki, twardy, przezroczysty, żółtawy; używany do wyrobu korali i ustników do cygarniczek;
szum -- żółtawy, w małych płaskich kawałkach, najkruchszy ze wszystkich gatunków;
żółty -- wielkości rozmaitej, gęsty, zdatny do wszystkich wyrobów bursztynowych.
     W XIX wieku wprowadzono do obróbki bursztynu tokarki. Tylko Kurpie nadal obrabiali bursztyn ręcznie, wyczarowując w swych prostych małych warsztacikach piękne jantarowe cacka. Wzbudziły one prawdziwą sensację na wystawie paryskiej w roku 1878, gdzie drobiazgi te zostały wprost rozchwytane przez wybredną publiczność ówczesnej "stolicy świata". Poza biżuterią oraz wyrobem szkatułek, ustników do fajek i różnych innych przedmiotów, złomu bursztynowego używano do fabrykacji lakierów oraz leków. W zastosowaniach leczniczych bursztynu znajdujemy wiele pozostałości przesądów średniowiecznych. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku uznawano bursztyn za znakomity lek na reumatyzm, spazmy, gorączki, słabości kobiet itp. Lekarz angielski Benet kadzenie bursztynem uznawał za jedyny środek przeciw suchotom. Przy cierpieniach reumatycznych stosowano rozcieranie flanelą, którą uprzednio nakadzano bursztynem. Specjaliści zalecali:
     "Tynktura bursztynowa otrzymana z bursztynu i wyskoku spirytusowego działa przeciwspazmatycznie; szczególne także skutki wywiera na skórę i dlatego w cierpieniach tego organu, jako też w cierpieniach hysterycznych jest używana: doza 8--15 kropli. Olej bursztynowy działa na system nerwowy, przyspiesza krążenie krwi i uśmierza spazmy, nie tylko skóry ale i płuc: używa się także w cierpieniach hysterycznych, przeciw soliterom, czasem w wielkiej chorobie (epilepsja) i podług Ruscha w kałonotości szyi (tetemus). Niektórzy polecają go w owrzodzeniach płuc i nerek. Doktor Freyer radzi go z ostrożnością zażywać, aby zapalenia tych organów nie zrządzić". Jako środka do trzeźwienia mdlejących dam używano mikstury zwanej Aqua Luciae. Była to mieszanina olejku bursztynowego ze spirytusem i amoniakiem; wyszła z użycia dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Istniała jeszcze jedna lecznicza bursztynowa substancja, wydzielająca silny zapach piżma -- Tinctura moschi artificielis. Był to roztwór spirytusowy kwasu azotowego i olejku bursztynowego.
     Bursztynowy olejek był produktem suchej destylacji bursztynu. Nosił dumną nazwę łacińską Oleum succini aethereum rectificatum.
     Hm, a nam się już zdawało, że wiek XIX znalazł prawdziwe panaceum na większość chorób. A cóż my, w naszym wieku XX? Mamy wprawdzie maść bursztynową i kredki bursztynowe do warg, ale w medycynie jantaru używa się raczej nieczęsto... Wprawdzie i dziś niektórzy noszą bursztyny (koniecznie nieoszlifowane) jako środek przeciw nadczynności tarczycy, a inni radzą je nosić, by rozładowywały ładunki elektryczne, które zagrażają nam w świecie współczesnej cywilizacji i sztucznych tworzyw, ale brak jest zaleceń w tej mierze oficjalnej medycyny.
     Ponieważ bursztyn był wciąż poszukiwany przez miłośników jego barwy, jak też tajemniczych właściwości, zaczęto więc podrabiać prawdziwe jantary. Chemicy niemieccy opracowali technologię wytwarzania sztucznego bursztynu z kazeiny, twarogu krowiego, kwasu karbolowego i kwasu mrówkowego. Bursztyn taki miał przepiękny wygląd i barwę, ale szybko zmieniał ją na czerwoną. Aby imitację odróżnić od bursztynu fachowcy radzili, by potrzeć ją o materiał -- wówczas wydzielał się silny odór karbolu. Gdy nie można było trzeć wyrobu, proponowano zanurzenie go w wodzie z dodatkiem 27% soli; imitacje tonęły, natomiast prawdziwy bursztyn wypływał na wierzch. Pouczano również jak odróżniać od naturalnego bursztyn prasowany (w temperaturze 180°C można było spoić pod prasą okruchy bursztynu w jeden kawałek), który miał martwe i szybko ulegające zmianie barwy, a przy potarciu wydzielał woń kamfory.
     Niemcy kochali się w bursztynach, ale jak to często bywało z niemieckimi pasjami -- przynosiły one krzywdę innym. Rzemiosło bursztyniarskie na Kurpiach zostało doszczętnie zniszczone w okresie I wojny światowej. Kiedy na ziemie te weszli Niemcy, gwałtownie poszukiwali bursztynu. Kazali płacić sobie podatki i kary bryłkami bursztynu, przemocą zabierali jantarowe paciorki Kurpiankom. Nakładali sekwestr na cały kopany i zbierany bursztyn. Najpiękniejsze okazy sztuki bursztyniarskiej i bryły jantaru zabrali do muzeum w Królewcu, z którego byli niezwykle dumni.
     W latach międzywojennych jubilerzy rozróżniali następujące gatunki bursztynu. Przejrzysty, czyli tzw. klar, miał wysoką cenę u specjalistów. Gdy jeszcze jako żywica stopniowo twardniał na powietrzu i tworzyły się sople -- wówczas nazywano go łuskanym. Gdy do stygnącej żywicy przedostały się szczątki komórek roślinnych -- bursztyn robił się mętny i otrzymywał miano bastarda. Zmętnienie wewnątrz bryłki w postaci mgły, nadawało mu nazwę mglistej "doudy". Bursztyn mleczny był zabarwiony na biało. Czysty, z drobniutkimi igiełkami w środku przypominającymi lód, zwano lodowatym. Mistrzowie bursztyniarscy z Królewca podobno rozróżniali aż 250 gatunków jantaru.
     W okresie międzywojennym Ministerstwo Przemysłu i Handlu wydzierżawiło prawa skarbu państwa do bursztynu jedynej polskiej Fabryce Wyrobów Bursztynowych i Obróbki Muszli w Gdyni, należącej do Piotra Trześniaka. Właściciel owej wytwórni uzyskał więc wyłączne prawo zbierania i skupowania bursztynu, wyrzucanego w surowym stanie przez Bałtyk.
     Tymczasem jednak polskie wybrzeże zarzucane było przez gdańskie wytwórnie wyrobami z bursztynu. Bursztyn ten gdańszczanom sprzedawała Staatliche Bernstein Manufactur z Królewca. Kiedy z początkiem 1932 roku zaostrzyły się stosunki między Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem -- na liście towarów objętych przez nasze państwo podwyższonym cłem znalazły się wyroby jubilerskie oraz biżuteria i drobiazgi z bursztynu.
     W latach II wojny światowej rabusie hitlerowscy polowali na piękne bursztynowe pamiątki ze zbiorów polskich, zabierali też jantarowe paciorki polskim dziewczętom. Ale najbardziej obłowili się bursztynowym skarbem na radzieckiej ziemi -- tam bowiem ukradli bursztynową komnatę. Zagadka jej zniknięcia pasjonuje do dziś zarówno uczonych, jak i poszukiwaczy przygód, miłośników sztuki i dziennikarzy. Bursztynową komnatę wywieźli hitlerowcy z Puszkino (dawniej Carskie Siodło) w okresie oblężenia Leningradu. Ślady zrabowanego skarbu prowadzą do Królewca, bowiem jednym z inspiratorów grabieży był sam nadprezydent Prus Wschodnich Erich Koch. Grabieżą kierowali historycy sztuki. Doktor Rhode, słynny znawca bursztynu, w 1943 roku zmontował w królewieckim zamku bursztynową komnatę -- oglądali ją wówczas jedynie wybrani.
     Po serii nalotów na Królewiec zapakowano skarb do skrzyń i podobno wywieziono go do Saksonii, skąd jednak powrócił znowu do Królewca. Skrzynie z bursztynem miały się znajdować w podziemiach królewskiego zamku jeszcze w przeddzień kapitulacji miasta. Poszukiwania bursztynowej komnaty rozpoczęto zaraz po wojnie. W grudniu 1945 roku został zasztyletowany wraz ze swą żoną doktor Rhode -- była to kara za pomoc udzieloną przez niego władzom radzieckim przy szukaniu dzieł sztuki pochodzących z ZSRR.
     Wersje ukrycia bursztynowej komnaty są rozmaite. Jedni twierdzą, że skrzynie leżą na dnie morza w storpedowanym statku, inni -- że zatopiono je w piwnicach głównej kwatery Hitlera koło Kętrzyna. Szukano jej w podziemiach zamków saskich i mazurskich, kopano w Królewcu (obecnie Kaliningradzie), w miejscu, gdzie ongiś miał się znajdować zbombardowany dom, w którym rzekomo ukryto skrzynie. Jak dotąd nie odnaleziono skarbu. 
     W Polsce pod koniec lat sześćdziesiątych odkryto zupełnym przypadkiem spore złoża bursztynu. Oto okazało się, że na polach irygacyjnych między Wisłoujściem
a Stogami istnieje prawdziwe bursztynowe Eldorado. Posiadanie motopompy oraz iście złodziejskiej odwagi -- jako że poszukiwania były nielegalne -- stanowiły pierwszy warunek łatwego wzbogacenia się. Żyły bursztynowe przebiegały pod ziemią na głębokości 8--12 m. Wąż gumowy o odpowiednim zakończeniu kierował strumień wody pod ziemią w poszukiwaniu bursztynowego "gniazda". Wydrążone wodą otwory były następnie penetrowane przy pomocy metalowego pręta. Gdy pręt natrafiał na bursztyn -- zakładano wokół otworu siatki, naciągnięte na obręcze. Strumień wody wypłukiwał oderwane od żyły okazy. Bryłki jantaru, zależnie od wielkości, nosiły nazwę sieczki, koralówki, hawajki lub pyców.
     Szaleństwo poszukiwania bursztynów wymykało się wszelkim przepisom. Państwowe przedsiębiorstwo nie nadążało z tempem poszukiwań -- niebawem na tych terenach miał powstać Port Północny. Części poszukiwaczy wydano licencje, ale i tak znakomita większość wypłukiwała bursztyn "na dziko". Przy okazji niszczono urządzenia miejskiego kolektora. Przy wydobywaniu bursztynu działały zarówno całe "gangi", jak i amatorzy, kontentujący się okruchami, które spadały z "pańskiego stołu" właścicieli motopomp. Prasa biła na alarm, zamieszczając reportaże o niespokojnych nocach poszukiwaczy, taplających się w błocie. Jedni twierdzili, że należy energiczniej stosować środki administracyjne, inni zaś -- że trzeba wydobyć -- obojętnie jakimi środkami -- cały bursztyn, bowiem inaczej grozi mu zabetonowanie na wieki w urządzeniach portowych. Dyskusje trwały, a na rynku pojawiały się masowo brzydkie wyroby domorosłych bursztyniarzy.
     Ludzie, którym drogie są tradycje polskiego bursztynnictwa, z troską patrzą, jak za grosze eksportujemy prymitywne wyroby z jantaru. Dopiero zachodni mistrzowie nadają naszym wyrobom szlif i urodę, oraz sprzedają je po wielokrotnie wyższej cenie. Szkoda "złota Północy" na taki handel, zwłaszcza że są przecież w Polsce prawdziwi artyści zapomnianej sztuki obróbki bursztynu. Oni właśnie powinni wybierać pierwsi bursztynowy surowiec, a partacze niech wykorzystują odpadki.
     W pochmurny dzień jesienny czy zimowy popatrz do wnętrza wisioru z bursztynu -- nie po to, byś wróżył z jego chmur, ale po to, by swą barwą przywiódł ci na myśl słoneczny dzień nadmorski, piasek bałtycki i zapach rozgrzanych igieł sosnowych. Niech bursztynowe słońce rozjaśni ci ów dzień pochmurny wspomnieniem i zapowiedzią nowego lata.

 


BACK

Za uzupełnienia i uwagi będzie zobowiązany
Andrzej Kozłowski akozl@geo.uw.edu.pl
will be indebted for comments
Last update 17.06.2001

GEOHOBBY:   AMBER   FLINTKNAPPING   FOSSIL COLLECTORS   FOSSIL DEALERS   GEMS & JEWELS   GEOSTAMPS   GOLD & SILVER   JOURNALS    MINERAL COLLECTORS    MINERAL DEALERS  MINERAL SHOWS  REGIONAL MINERALOGY  UNDERSTANDING EARTH